Stanęła jak wryta, widząc Hermionę w silnym uścisku ręki Malfoya. Jej oczy lekko pociemniały, a na policzkach pojawiły się rumieńce, ale nic nie powiedziała i weszła do środka. Malfoy, chcąc nie chcąc, musiał puścić Hermionę, która z wielką ulgą wyszła z jego pokoju.
Kiedy tylko drzwi się zamknęły, Catherine posłała Malfoyowi niechętne spojrzenie i spytała tylko:
- Gdzie jest Blaise?
- Myślałem, że jest z tobą – odpowiedział, siadając na łóżku, po czym uśmiechnął się paskudnie. – Nie przyszedł na spotkanie?
- Nie o to chodzi… - zaczęła Catherine, a widząc jego uśmiech dodała. – Zapewne bardzo się z tego cieszysz, bo sam chciałbyś dzisiaj mieć przy sobie taką dziewczynę jak ja.
Malfoy jedynie uśmiechnął się tajemniczo.
- Możliwe… - powiedział, chociaż wiedział, że odpowiedź i tak brzmi „nie”.
- Co Hermiona robiła w waszym dormitorium? – zainteresowała się Hiszpanka, siadając na krawędzi łóżka Blaise’a, które stało tuż obok łóżka Dracona. W jej głosie słychać było pewne napięcie i ciekawość.
- Wpadła na miłą pogawędkę – odpowiedział jej Malfoy, rozciągając, wyciągając różdżkę, aby pobawić się paroma zaklęciami. Na twarzy Catherine pojawił się powątpiewający grymas.
- Nie wierzę.
- Nie musisz – wzruszył ramionami i kontynuował zaklęcia. Zastanawiał się, czy jeśli zbliży się do brunetki, to dowie się, czy Granger jest z jego przyjacielem. Nie miał pojęcia, czemu go tak to interesowało. Może dlatego, że Nott zawsze był niechętny wobec ludzi, a przy Granger potrafił się śmiać i żartować? Widział go w bibliotece jak siedzieli przy jednym stoliku. Wydawał się być innym chłopakiem. Trochę go to irytowało. Jak to możliwe, że Ślizgon potrafił zbliżyć się do Gryfonki? Przecież to przeczyło prawom natury.
Catherine wstała z łóżka i podeszła do lustra, by poprawić wygląd. Miała już wychodzić, kiedy on postanowił wcielić w życie swój plan.
- Skoro Blaise nie przyszedł na spotkanie, to może my gdzieś wyjdziemy? – zaproponował, chowając różdżkę do kieszeni spodni i wstał z łóżka. – Szkoda marnować twojego pięknego wyglądu – rzucił komplement i wiedział, że mu się udało. Catherine uśmiechnęła się promiennie.
- Jak tak bardzo chcesz, to przecież nie odmówię. – odpowiedziała, a Ślizgon ledwo co nie powstrzymał się od wrednego uśmiechu. Może nie było fair robić dziewczynie nadzieję, ale on musiał dowiedzieć się prawdy, a wiedział, że ani Teodor ani Granger mu jej nie wyjawią. Mógł co prawda też zbliżyć się do Ginny Weasley, w końcu ona wiedziała o wiele więcej o Granger, możliwe, że więcej niż jej brat i Potter, ale zbliżenie się do nich mógł porównać do podejścia do rozdrażnionej smoczycy bez różdżki z zamiarem odebrania jej jaja.
Wyszli na błonia, aby przejść się wzdłuż ogromnego jeziora. Nie wiedział za bardzo, o czym gadać z dziewczyną, ponieważ nie mieli zbytnio wspólnych tematów, ale jakoś udawało mu się ciągnąć rozmowę. Dawno już nie umówił się na takie spotkanie z dziewczyną, ponieważ nie miał za bardzo na to ochoty, a przede wszystkim brakowało normalnych dziewczyn, które by go interesowały. Myślał, że może gdy uda się do Isellnar zobaczy kogoś interesującego, ale do tej pory mu się to nie zdarzyło...
- Możesz mi powiedzieć prawdę po co tutaj jesteśmy sami? – spytała w końcu Catherine stanowczo. – Nie jestem głupia, wiem, że masz w tym jakiś cel…
Draco zdziwił się słysząc jej słowa.
- Chciałem spędzić z tobą trochę czasu.
- Kłamiesz – zmrużyła gniewnie oczy. – Ostatnim razem jak do ciebie przyszłam, to mnie wyrzuciłeś z pokoju, wyraźnie dając mi do zrozumienia, że cię nie interesuję.
Jej wypowiedź trochę zbiła go z tropu, ale ciągnął dalej.
- Każdy ma prawo dostać swoją drugą szansę, wtedy nie miałem humoru.
Patrzyła na niego badawczo, ale wiedział, że wygra. W końcu on tutaj był urodzonym kłamcą i nikt nie rozszyfruje go tak łatwo. Catherine jednak wciąż nie była przekonana. Stanęła przy różanym krzewie, który rósł obok kamiennej ścieżki, którą właśnie chodzili. Zdawała się być niezadowolona z jego słów.
- Wracajmy do zamku, Hermiona na mnie czeka. - powiedziała i zawróciła. Nie miała ochoty przebywać w jego towarzystwie ani chwili dłużej.
- Umówiłyście się? – zainteresował się Malfoy. Cath pokiwała głową.
- Ostatnimi czasy nie miałyśmy sposobności porozmawiać, a teraz nadarzyła się okazja, z której muszę skorzystać. - wytłumaczyła.
- Granger nie ma czasu? Przecież ta dziewczyna nie ma życia, czym ona się niby zajmuje? – spytał ironicznie, próbując podejść jakoś Catherine. Ta uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak się składa, że ma życie mimo tego, że ciągle się uczy.
- Jakaś sympatia? Nie wierzę… - mruknął, a jego uwaga wytężyła się momentalnie. Może teraz w końcu dowie się, czy jej przyjaciel jest związany z tą szla… Granger. Dopiero początek roku, nie jest za późno, by zwrócić go ze złej drogi. Granger była cwana i każdemu byłemu złamała serce. Nie zwracała uwagi na osoby, które były w niej zauroczone. Niestety wiedział coś o tym i cholernie się tego wstydził, że jego pierwszym zauroczeniem była ta cholerna Gryfonka. Na szczęście nawrócił się i był już czysty. Nie miał zamiaru ponownie zwracać uwagi na Granger.
- Nie musisz, ale wydaje mi się, że Hermiona ma kogoś, swoja drogą, szybko kogoś znalazła… - dodała po chwili.
- Wiesz może kto to? – spytał niby od niechcenia.
- Twój kolega Nott – powiedziała bez zastanowienia, co jeszcze bardziej utwierdziło Malfoya w tym, że jednak Nott poddał się urokowi tej wiedźmy. W końcu na własne oczy widział, jak pocałował ją w policzek na pożegnanie wtedy w bibliotece. Poczuł lekki gniew, nie wiedząc za bardzo skąd on się wziął. Musiał się martwić o przyjaciela… Tak, na pewno dlatego był taki zdenerwowany, innego wyjaśnienia nie było.
W Pokoju Wspólnym Catherine poszła do swojego dormitorium, a on usiadł obok Terrence’a, aby powiedzieć mu o swoich przypuszczeniach. Przyjaciel jednak lekko go wyśmiał, co niezbyt mu się spodobało.
- I uważasz, że trzeba Theo ściągnąć ze złej drogi? – wciąż dopisywał mu humor.
- To przecież oczywiste, Teodor pochodzi z rodziny czarodziejów czystej krwi, a Granger ma rodziców mugoli... – pieklił się. Dlaczego Terrence był taki irytujący i to do niego nie docierało?
- Słuchaj, Malfoy. Jak i wy mam czystą krew, ale mnie nigdy nie obchodziło to, kto z jakiej rodziny pochodzi. Zostaw Theo, niech sobie nawet będzie już z tą Granger, to jego życie. – wzruszył ramionami.
- Jesteśmy jego przyjaciółmi – upierał się Draco, lekko zdenerwowany. Blaise na pewno by go zrozumiał!
- Draco, zachowujesz się jakbyś był zakochany w Teodorze i chciałbyś go odzyskać – zażartował Terrence, a Draco popatrzył na niego spode łba.
- Nie obrażaj – warknął.
- No to nie wiem, może zabujałeś się w Granger.
- To był jeszcze większa obraza – mruknął Malfoy zdegustowany. Miał nadzieję, że przyjaciel nie zacznie mu wypominać jego dwuletniego zainteresowania Gryfonką. Uznał, że musi dać temu na razie spokój. Teodor ma swój rozum, nie pozwoli się omotać jakiejś tam Granger. Nie jest dzieckiem, nie potrzebuje pomocy z nawróceniem go od tego diabła z rozczochranymi włosami. Odgonił niepotrzebne myśli i pogrążył się w rozmowie z Terrencem.
Hermiona rozglądała się po pokoju wspólnym, gdzie siedziała razem z przyjaciółmi i nowo poznanymi osobami. Zaczynało jej się podobać to, że w Isellnar uczniowie dzielili pokój. Teraz wszyscy czuli się prawie wspólnotą – oczywiście poza Ślizgonami, którzy wrogo patrzyli na osoby brudnej krwi i tak zwanych „zdrajców krwi”. Zdawałoby się, że po wojnie tolerancja powinna pojawić się u wszystkich, jednak najwidoczniej nie było to tak łatwe, jak się wydawało.
O zachodzie słońca pokój główny wyglądał naprawdę znakomicie. Tapeta może i była stara i gdzieniegdzie obdarta, ale miała swój urok. Postacie z obrazów w złotych ramach przyłączały się do konwersacji, pomagały w zadaniach domowych i karciły uczniów. Drewniane meble obciążone były różnymi rodzaju rzeczami, takimi jak butelki po pospolitych eliksirach na sen, książki, pergaminy, pióra i kałamarze. Mało było uczniów, ponieważ z wyjściem słońca zza chmur wszyscy uciekli na dwór, aby nacieszyć się ciepłą pogodą. Mimo to prawie wszystkie beżowe kanapy były pozajmowane. Uczniowie grali w gargulki, eksplodującego durnia, szachy czarodziejów. Testowali najnowsze wynalazki ze sklepu Weasleyów oraz odrabiali prace domowe. Hermiona wygasiła ogień w kominku machnięciem różdżki, ponieważ słońce grzało mocno przez wielkie, gotyckie okna.
Postanowiła więc razem z przyjaciółmi wyjść na błonia. Kiedy już przeszli wszystkie korytarze, a Ron wpadł w jednego ducha, który przeklął go niemiłosiernie, wyszli na skąpane w złotym słońcu błonia. W powietrzu wciąż unosił się świeży zapach ozonu po burzy. Trawa lśniła od kropelek rosy, które zamoczyły im delikatnie buty.
- Udusiłbym tego ducha, gdyby już nie był martwy – odburknął Ron, wciąż czując chłód na skórze po kontakcie z istotą paranormalną. Harry wciąż się z niego śmiał.
- Daj spokój, Ronaldzie, nie jego wina, że nie patrzysz jak chodzisz – powiedziała Hermiona, osuszając różdżką ławeczkę obok jeziorka, na którym kwitły lilie, dziwne, różowe i niebieskie kwiaty oraz ogromne pałki wodne. Żaby właśnie odgrywały swój chór, a świerszcze zawtórowały im po paru minutach.
- Tak? A co niby miałem zrobić, zrobić mu miejsce na schodach? To on lata i przenika przez ściany a nie ja – skarżył się rudzielec. Harry siedział jakiś zamyślony, co przyciągnęło uwagę Hermiony.
- Coś się stało? – spytała. Nie odpowiedział od razu. Wpatrywał się w sylwetkę Ginny, która stała przy szatniach quidditcha i polerowała swoją miotłę po treningu. Wokół niej stało sporo chłopców, a jeden wyglądał na bardzo chętnego do pomocy. Od razu domyśliła się, o co chodzi Złotemu Chłopcu.
- Studia nie były dobrym pomysłem… - mruknął niezadowolony, a w jego głosie brzmiała zazdrość. – Ginny jest taka atrakcyjna, a wokół niej kręci się zbyt wielu palantów…
- Hej! – machnęła mu przed nosem (Ron właśnie wziął się za jedzenie wyniesionych ciastek, co zupełnie odwróciło jego uwagę od rozmowy). – Nie zapominaj Harry, że Ginny jest w tobie zakochana od drugiej klasy. Poza tym chyba nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo ona cię kocha.
- Słucham? – nadstawił uszu Ron, ale Hermiona zgrabnie go zignorowała. Harry troszkę się rozluźnił. Delikatny wiatr rozwiał jego włosy jeszcze bardziej. Przez chwilę przed jej oczami mignął ten słodki jedenastoletni chłopiec, którego spotkała w pociągu, podczas pierwszej podróży do Hogwartu i wzruszyła się. Czas leciał zbyt szybko…
- Czyli myślisz, że nie mam się czego obawiać? – spytał ją Harry, a Hermiona tylko przewróciła oczyma.
- Oczywiście, że nie – uśmiechnęła się. – Jesteście najlepszą parą pod słońcem. Nie to co ja i Ron. – zażartowała, przenosząc czułe spojrzenie na Rona, który opychał się ciastkami.
- Płoszę mne ne obhadywadz – wydukał z pełnymi ustami, a Harry się zaśmiał.
W tej samej chwili podszedł do nich Thomas, co od razu przykuło uwagę trojga przyjaciół. Przywitał się z nimi i spojrzał na Hermionę.
- Cześć, możemy pogadać? – spytał, a dziewczyna pokiwała głową na znak zgody. Wstała z ławki, a po chwili Harry zerwał się i poleciał w stronę szatni, aby być przy Ginny. Ron, nie wiedząc co zrobić, poszedł za Harrym, wciąż opychając się czekoladowo-miodowymi ciasteczkami.
- Coś się stało? – zainteresowała się Hermiona, kiedy została sam na sam z chłopakiem. Ten uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Miał na sobie szare spodnie i zieloną koszulę. Był silny i zwinny – jak na gracza quidditcha przystało. Hermiona przypomniała sobie, co Teodor mówił o trzecioklasiście i zastanawiała się, czy rzeczywiście tak nieładnie kpił on sobie z osób o dużym intelekcie.
- Chciałem po prostu się z tobą spotkać, porozmawiać… spytać co u ciebie i jak ci się podoba na studiach czarodziejów – powiedział, a Hermiona zrobiła zdumioną minę. Pytanie niby proste, banalne, ale ona zupełnie się go nie spodziewała. Ruszyli przez błonia do zamku, ponieważ zaczynało się robić chłodno. Słońce schowało się za wielkimi chmurami – znowu zapowiadała się burza.
- Szczerze, to bardzo mi się tutaj podoba. Pojedynki są niesamowite, lekcje ciekawe, a teren piękny.
- Wybierasz się na mecz quidditcha, który się odbędzie w ten weekend? – spytał, przyglądając się jej uważnie. Hermiona westchnęła.
- Nie za bardzo mi się chce, ale pewnie tak, ponieważ moja przyjaciółka, Ginny Weasley będzie grać na stanowisku ścigającego.
- Ach, tak. Poznałem ją ostatnio, jest świetna, ma genialną taktykę gry, prawda?
- Cóż… - Hermiona uśmiechnęła się delikatnie. – Nie za bardzo się na tym znam, ale owszem, gra świetnie.
Weszli właśnie do zamku, kiedy natknęli się na Malfoya. Blondyn automatycznie zlustrował ich wzrokiem i zatrzymał się. Czarne spodnie i koszula podkreślały to, jak niezwykle bladą ma karnację. Zdawało się, jakby cały chłód chłopaka i jego wyniosły styl bycia wymalował się na jego skórze.
- Ooo, Turner, właśnie cię szukałem… - zagadał, podchodząc do chłopaka. Pomimo różnicy wieku Malfoy był wyższy… Hermiona nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na to, jak wysoki jest ten arystokrata. Obrzucił ją chłodnym spojrzeniem, więc nie pozostała mu dłużna.
- O co chodzi, Draco? – zainteresował się chłopak.
- O mecz, który odbędzie się w sobotę…
- Tom, ja już chyba pójdę, mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia… - wtrąciła się Hermiona niepewnie. Thomas pokiwał głową na znak, że rozumie. Zanim odeszła zatrzymał ją na sekundkę.
- Będziesz miała czas jutro, aby gdzieś wyjść?
Zastanowiła się.
- Niestety, nie mam – powiedziała, co nie mijało się z prawdą. Jutrzejszy dzień zamierzała spędzić z Catherine i Ginny zaraz po lekcjach, poza tym nie za bardzo wyobrażała sobie spotkania z Thomasem. Owszem, był miłym chłopakiem, ale ilość ich wspólnych tematów była śmiesznie mała. Chociaż gdyby się spotkali, to by go bardziej poznała?
Odeszła, czując na sobie chłodny i bezczelny wzrok Malfoya, który pogrążył się w rozmowie z Thomasem Turnerem. Po jej plecach przeszły ciarki, które nie zniknęłyy nawet wtedy, gdy znalazła się już poza zasięgiem jego wzorku.
Numerologia zleciała im jak zwykle na mozolnym liczeniu i odgadywaniu szyfrów, które odkrywały przed nimi nowe zagadnienia. Ron miał dosyć. Jego twarz była czerwona z wysiłku, a Harry w połowie lekcji całkowicie sobie odpuścił czując, że jego mózg więcej tego nie zniesie. Hermiona właściwie nie dziwiła im się. Tylko i wyłącznie dzięki swojej wytrwałości w nauce przeżyła tą lekcję. Z ulgą przyjęła nadchodzące eliksiry.
Wszyscy uczniowie, którzy kształcili się na aurorów udali się do wielkiego, chłodnego budynku, które wyglądało jak laboratorium. Ściany były kamienne i ciemne, a różne eliksiry i składniki rzucały poświatę na ponure wnętrze. Była tutaj sala z roślinami potrzebnymi do wywarów, które każdy student sam musiał sobie zerwać (przy niektórych gatunkach jednocześnie przeżyć bitwę) i przygotować eliksir. Magazyn był dwupiętrowy, jednak nie było żadnych schodów. Na nieszczęście musieli się wdrapywać po drabinie, co było bardzo niewygodne i niekiedy niebezpieczne.
Nauczycielka od eliksirów była wymagająca, a jej ostre rysy twarzy, nieodgadnięty wzrok oraz mocno wyprostowana sylwetka od razu dawały jej etykietkę osoby, z którą lepiej nie zadzierać. Jednak profesor Ebullíre dała się lubić. Studenci mieli do niej respekt, a ona traktowała ich jak należy. Hermiona uwielbiała atmosferę na zajęciach. U Snape’a Gryfoni zawsze stresowali się przed eliksirami, zastanawiając się, ile tym razem ich dom straci bezpodstawnie punktów. Natomiast u profesora Slughorna eliksiry były sielanką, a w klasie uczniowie zachowywali się jak na przerwie.
- Pytanie na dziś – zaczęła profesor Ebullíre, a Hermiona wytężyła słuch, jak podobnie większość osób. - Co powstanie gdy wymieszamy kolpien z drillewem?
Na sekundę w klasie zapadła cisza, a po chwili ręka Hermiony wystrzeliła w górę.
- Tak, panno Granger? – nauczycielka zachęciła ją uśmiechem.
- Powstanie aromat przez który na parę dni osoba przestanie się jąkać. – wydukała cytat z książki, którą czytała na wakacjach.
- Bardzo dobrze – pochwaliła ją Ebullíre, a Hermiona wyprostowała się dumnie. Usłyszała kpiący śmiech Malfoya, który siedział z tyłu klasy i odwróciła się w tamtą stronę. Kiedy tylko go dostrzegła, spojrzała na niego jak na zdechłego robaka, ale w jego oczach wciąż paliły się iskierki rozbawienia. Prychnęła i odwróciła się ponownie do Harry’ego i Rona. Nie chciała przecież dać się wyprowadzić z równowagi komuś takiemu jak Malfoy. Właściwie on nie zasługiwał ani na krztę jej uwagi, więc uznała, że najwyższy czas przestać o nim myśleć i skupić się na eliksirze jasnego umysłu.
Natychmiast udała się do magazynku, skąd wzięła orzech włoski, skrzydła żuka turkusowego oraz dwa pióra sowy. Po chwili odłożyła składniki na miejsce swojej pracy i poszła do małej szklarni obok, aby zdobyć żeń-szeń. Podczas zrywania niechcący szturchnęła kogoś w ramię i przeprosiła. Zobaczyła, że ma obok siebie Blaise’a Zabiniego, który skrzywił się i warknął w jej stronę coś o szlamach. Jak zwykle zrobiło jej się troszkę przykro, ale nie zamierzała się tym przejmować. Z dużym żeń-szeniem wróciła do pracy, zakasała rękawy i związała swoje puszyste włosy, które od pary unoszącej się w powietrzu zrobiły się jak wata cukrowa.
Zagotowała wodę w kociołku, tym samym siekając skrzydła żuka i obrała orzech. Usłyszała jak Blaise Zabini i Malfoy klną pod nosem jak szewc, ponieważ coś im się nie udało. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Nie życzyła ludziom źle, ale dobrze im tak.
Gdy tylko woda zaczęła wrzeć, wrzuciła do niej skrzydła i zaczęła mieszać różdżką nad kociołkiem w lewą stronę. Po dziesięciu minutach wrzuciła obrany orzech i pióra sowy. Przez chwilę myślała, że nie udało jej się. Serce stanęło na parę sekund, lecz po chwili uspokoiło się, gdy eliksir nabrał oczekiwanej, srebrnobiałej barwy. Była z siebie dumna. Pomogła trochę Ronowi, który rozgniótł swój orzech zamiast zostawić go w spokoju.
Zgarnęła śmieci ze swojej ławki, aby je wyrzucić, a zdatne do użycia składniki poszła położyć na miejsce. Stanęła na trzecim stopniu drabiny, kiedy poczuła, że coś jej łazi po ręce. Zaczęła piszczeć, gdy zobaczyła turkusowego żuka – tego samego, który powinien być teraz w ich eliksirach. Popełniła błąd, ponieważ oderwała ręce od szczebelków, aby strzepnąć robaka, a wtedy poczuła, że upada boleśnie na podłogę. Spojrzała na śmiejącą się obok postać i krew się w niej zagotowała.
Ten barani łeb, Draco Malfoy, stał przed nią, trzęsąc się ze śmiechu z żartu, który właśnie jej uczynił, kładąc jej żuka na rękę. Podał jej dłoń, aby pomóc wstać, lekko speszony tym, że dziewczyna spadła przez niego z drabiny, ale Hermiona ani śniła przyjąć jego pomoc. Wstała na równe nogi i otrzepała spodnie.
- Granger, nie miałem pojęcia, że tak bardzo boisz się robaków… - zaczął, ale urwał, bo Hermiona trzasnęła go w pierś.
- Ty kretynie! – krzyknęła wściekła. – Idioto! – zamachnęła się, uderzając drugi raz. Uspokoiła się, gdy chłopak złapał ją za nadgarstek i uciszył.
- Siedź cicho, bo ktoś cię usłyszy. – warknął blondyn.
- I bardzo dobrze, powinieneś dostać szlaban za to, co zrobiłeś – odparowała Hermiona, jednocześnie ściszając głos.
- A ty razem ze mną – dodał cwaniacko.
- Niby dlaczego? – zdziwiła się.
- O ile mi wiadomo, nie bije się innych ludzi. Bardzo nieładnie, panno Granger – skarcił ją. Hermiona zdała sobie sprawę z uścisku chłopaka i wyszarpała rękę. Nie stawiał zbytniego oporu, chociaż uścisk miał żelazny.
- A ładnie to tak kłaść obrzydliwego robaka na kimś?
- Zrobiłem to dla zabawy, a przez to oberwałem i teraz boli mnie żebro – poskarżył się.
- Natomiast mnie tyłek – odpowiedziała szczerze. Pośladki wciąż ją bolały po tym, jak sobie je stłukła, upadając na kamienną podłogę. Miała właśnie coś mruknąć, gdy do magazynku wszedł Harry. Przystanął, widząc Malfoya i Hermionę rozmawiających ze sobą, ale od razu dostrzegł, że nie była to miła rozmowa. Wystarczyło widzieć czerwoną twarz Hermiony, aby domyślać się, że przed sekundą przeprowadzili kąśliwą wymianę zdań.
Harry odłożył składniki na miejsce, nie odrywając wzroku od swojego wroga. Hermiona już dawno odsunęła się od blondyna i podeszła do przyjaciela.
- Jakiś problem, Potter? – spytał Malfoy niewinnie, chociaż w jego głosie słychać było rozbawienie.
- Zastanawiam się jak to jest być taką gnidą jak ty. – zaczepił go Harry, a Hermiona przeklęła w myślach jego głupotę.
- Nie musisz się zastanawiać, już nią jesteś, Potter.
- Ja przynajmniej nie mam takiego przegranego ojca jak ty, Malfoy.
- Harry, przestać – jęknęła Hermiona, szturchając Wybrańca w ramię, ale najwidoczniej wrogowie już się nakręcili.
- Cóż, tak się składa, że ty w ogóle nie masz ojca. – arystokrata uśmiechnął się bezdusznie.
- Mój umarł jako bohater, a twój zgnije w Azkabanie tak, jak na to zasłużył. – odwarknął czarnowłosy.
Hermiona dostrzegła, jak wszystkie mięśnie Malfoya się napinają i się zlękła.
- Jeszcze tego pożałujesz – powiedziawszy to wyszedł z magazynku z potrzebnymi składnikami. Hermiona odetchnęła w duszy. Miała już dosyć Malfoya i jego ciągłych uwag. Jemu to się chyba nigdy nie znudzi, a nawet zdawał się rozkręcać. Coraz częściej stawał na drodze jej przyjaciół i zachodził im pod skórę. Starała się być opanowana, ale coraz gorzej jej to wychodziło.
Wrócili na swoje stanowiska. Jej eliksir był zrobiony bezbłędnie, Ron jak zawsze wyhodował dziwną substancję w swoim kociołku, a eliksir Harry’ego ponownie miał inną barwę niż mieć powinien. Zdawało się, że kwestia ich umiejętności z eliksirów nie zależała od nauczyciela, jak miał w zwyczaju mawiać Harry. Równo z dzwonkiem wyszli z klasy. Kiedy przechodzili obok grupy Ślizgonów, Malfoy specjalnie głośniej powiedział:
- Słyszeliście najnowsze wieści? Podobno Ginny Weasley umówiła się na randkę z jakimś drugoklasistą. Szczerze jej się nie dziwię, gdybym ja chodził z taką ciamajdą jak Bliznowaty, już dawno bym to zrobił.
Harry stanął jak słup soli i odwrócił się w stronę grupy, w której jak zwykle królował Malfoy. Podjudzające gwizdy poleciały w ich stronę, a Hermiona wiedziała, że w Harry już stracił panowanie nad sobą.
- Kto ci takich głupot naopowiadał? – Wybraniec chciał, aby jego głos brzmiał kpiąco i lekceważąco, ale Hermiona bez trudu dosłyszała się w nim napięcia.
- To nie głupoty, dziwie się, że ta informacja dopiero teraz do ciebie dotarła.
- To zapewne jakieś plotki… - szepnęła Hermiona, a Ron starał się powoli ruszyć Harry’ego, aby poszedł dalej.
- Ja tam w to wierzę – powiedział Malfoy z uśmieszkiem pełnym zadowolenia. – Wszyscy wiemy, że twoja Weasley ma tendencję do posiadania wszystkich chłopaków w szkole.
Harry wyrwał się w uścisku Rona i popchnął Malfoya na ścianę. Hermionie wystarczyło krótkie spojrzenie na Malfoya, aby wiedzieć, że właśnie dokonuje zemsty za słowa wypowiedziane przez Harry’ego o Lucjuszu Malfoyu.
- Nie masz prawa mówić tak o mojej dziewczynie… - wysyczał Harry, a Malfoy uśmiechnął się paskudnie.
- Chyba o twojej pannie lekkich obyczajów.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, jakby było ułamkiem sekundy. Ron przeklął Malfoya i rzucił się w jego stronę, ale powstrzymał go Blaise Zabini, który przyłożył mu prosto w nos. Harry uderzył Malfoya, który nie pozostał mu dłużny i walka zaczęła się na dobre. Hermiona próbowała interweniować, ale kiedy w grę wkroczyły różdżki, bała się podejść, by nie oberwać zaklęciem. Uczniowie obecni przy tym zdarzeniu zaczęli wiwatować i kibicować. Tylko Catherine stała na boku, zlękniona wydarzeniem, które rozgrywało się przed jej oczami. To było dla niej nie do pomyślenia. Czy naprawdę już nikt nie ma rozumu?
Malfoy uderzył Harry’ego tak mocno, że Wybrańcowi mroczki stanęły przed oczyma. Osunął się na podłogę, a w tej samej chwili Ron powalił Zabiniego na podłogę. Malfoy podniósł różdżkę, aby rzucić zaklęciem w Harry’ego, kiedy Hermiona rzuciła się na niego z impetem. Nie mogła pozwolić na skrzywdzenie przyjaciela. Nie chciała brać udziału w tej bójce, ale to jak się potoczyła ją do tego zmusiło. Pisnęła, kiedy Malfoy potknął się i pociągnął ją za sobą, przez co oboje upadli boleśnie na kamienną posadzkę. Cóż, przynajmniej Malfoy’a bardziej bolało, ponieważ ona miała amortyzację w postaci jego ciała. Niestety uderzyła szczęką o ramię chłopaka i już czuła, że warga zaczyna jej puchnąć.
Hermiona siadła na nim okrakiem i wycelowała różdżką w jego gardło, dociskając ją dosyć mocno.
- Nigdy więcej nie mów tak o moich przyjaciołach, ani nie ośmielaj się ich krzywdzić, rozumiemy się?
Malfoy jedynie uśmiechnął się szelmowsko.
- Bo co mi zrobisz, Granger? Nie jesteś w stanie nawet muchy skrzywdzić.
- Hermiono, chodźmy już, nie warto nic robić temu śmieciowi – Ron złapał ją za ramię, próbując odciągnąć. Wargę miał rozciętą, a z nosa sączyła się krew.
- Zostaw mnie! – warknęła, wyrywając się. Ron machnął tylko ręką i podszedł do Harry’ego, który ledwo co był przytomny. Popatrzyła na Malfoya jak na coś obrzydliwego i chciała się podnieść, kiedy złapał ją za przód koszulki i przyciągnął do siebie. Była na tyle blisko, że mógł jej wyszeptać parę słów do ucha:
- Na twoim miejscu bałbym się zasnąć tej nocy, skarbie.
Hermiona nabrała powietrza w usta i odsunęła się od Malfoy’a. Jej nogi były jak z waty, kiedy wstała. On natomiast podniósł się z niebywałą gracją. Uśmiechnął się tajemniczo w jej stronę, zostawiając z ogromnym niepokojem w sercu i groźbą w wypowiedzianych słowach, które wciąż obijały się w jej uszach.
wtorek, 23 czerwca 2015
wtorek, 16 czerwca 2015
Tajemnica Malfoy'a
Hermiona po środowych zajęciach
natychmiast wrzuciła książki do torby, zarzuciła ją na ramię i razem z Harrym i
Ronem udała się na błonia, aby nacieszyć się przyjemnie ciepłym dniem, który
należał już do wyjątków. Pogoda zmieniała się w mgnieniu oka. Coraz częściej
padał deszcz i szalały burze, pod którymi uginały się ogromne drzewa.
Razem z chłopcami usiadła pod dębem i zaczęli rozprawiać na temat nowych zdarzeń oraz pojedynków, których
byli dzisiaj świadkami. Ron wciąż był wyprostowany z dumy, ponieważ dzisiaj
udało mu się wkroczyć na piąte miejsce w tabeli wyników pojedynków. Hermiona
była coraz lepsza, jednak nikt nie był w stanie dogonić Harry’ego. Dla niej
Wybraniec był wzorem do naśladowania. Co prawda czarnowłosy upierał się, że to
ona jest najlepsza, ale Hermiona wiedziała swoje. Po pierwsze wyniki nie
kłamały, a po drugie Harry zawsze był dla niej najlepszy w tych sprawach. W
końcu to on był ich nauczycielem w piątej klasie, gdy powstała Gwardia
Dumbledore’a.
Otaksowała spojrzeniem dwóch
chłopców i musiała przyznać, że jeszcze bardziej zmężnieli od czasu zakończenia
bitwy o Hogwart. Harry urósł z dobre pięć centymetrów, jednak daleko mu było do
Rona, który już dawno przerósł każdego w rodzinie. Ron miał idealnie gładkie
policzki, odkąd wynalazł zaklęcie przyśpieszające golenie się. Harry natomiast
zawsze na twarzy miał delikatny zarost, gdyż najzwyczajniej nie miał chęci się
golić. Właściwie to Hermionie podobał się w takiej wersji. Wyglądał mężniej od
Rona. Wciąż jednak nosił okrągłe okulary. Zdawałoby się, że przyrosły mu one do
twarzy, ale Harry po prostu bardzo je lubił i nie miał zamiaru zmieniać ich na
inne.
-
Brakuje mi wypadów do Hogsmeade – powiedział Ron, gdy rozłożyli się pod
rozłożystym drzewem. Hermiona wyjęła książki, by zacząć odrabiać powoli zadaną
pracę domową, a Harry bawił się zniczem. Pozwalał mu wzlatywać, a gdy wydawało
się, że nie da rady już go złapać, automatycznie chwytał go w dłoń. Hermiona
nie komentowała jednak tych wszystkich popisów. Dwie przechodzące obok dziewczyny
zachichotały i zaczerwieniły się, ale Harry nawet
nie zwrócił na to uwagi, gdyż był zbyt przejęty rozmową z przyjaciółmi.
-
Też chętnie bym wyskoczył od czasu do czasu poza teren Isellnar. Nie czułbym
się tutaj aż tak ograniczony. – mruknął Harry i pochwycił złotego znicza.
Hermiona wywróciła oczyma i westchnęła.
-
Czy wy w ogóle nie czytacie informacji? – spytała, a miny chłopców mówiły same
za siebie. – Będziemy mogli wychodzić do Hogsmeade w określone dni tak, jak to
było w Hogwarcie, a czasami nawet dostaniemy okres, gdzie będziemy mogli
ponownie zobaczyć się z rodziną. –
poinformowała ich, a na twarzach chłopców od razu zagościł uśmiech.
-
Super! Harry, Hermiono, gdy tylko będzie okazja zmywamy się stąd do mnie do
domu – oznajmił uradowany Ron.
-
Tobie naprawdę się tutaj nie podoba? –
zagadnęła go Hermiona.
-
Podoba… - mruknął, ale po chwili dodał. – Mam już jednak dość tej nauki,
niepotrzebnie zmarnujemy trzy lata naszego młodzieńczego życia na naukę.
- Nauka nie jest bez sensu – odpowiedział Harry, a Hermiona i Ron wlepili w niego zdumione spojrzenie. Gryfonka nie mogła uwierzyć, że z ust Harry’ego padły takie słowa. Była z niego dumna. Ron otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale najwyraźniej rozmyślił się, gdyż wzruszył jedynie ramionami i oparł się o drzewo, przeciągając się leniwie.
- Nauka nie jest bez sensu – odpowiedział Harry, a Hermiona i Ron wlepili w niego zdumione spojrzenie. Gryfonka nie mogła uwierzyć, że z ust Harry’ego padły takie słowa. Była z niego dumna. Ron otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale najwyraźniej rozmyślił się, gdyż wzruszył jedynie ramionami i oparł się o drzewo, przeciągając się leniwie.
Nagle Hermiona dostrzegła wysoką
sylwetkę Teodora Notta, który szedł w kierunku biblioteki, więc natychmiast
wrzuciła książki do torby i, przepraszając przyjaciół, poleciała prosto do budynku.
Nie uszło to czujnym oczom Rona i Harry’ego.
-
Myślisz, że oni… - zaczął rudzielec, a Wybraniec spojrzał na niego dziwnie. – No
wiesz… spędzają ze sobą dużo czasu, przesiadują w tej bibliotece całymi dniami…
- poddał się jednak i umilkł.
-
Nie mam pojęcia – odparł Harry, chowając znicz do torby. – Nie wydaje mi się, a
nawet jeśli coś jest na rzeczy, to nie powinno nas to zbytnio obchodzić.
-
Mhm taa, masz rację… – mruknął zamyślony Ron, ale natychmiast na jego twarzy
pojawił się szeroki uśmiech. – Wstawaj, idziemy pograć w quidditcha.
Hermiona opowiadała Teodorowi o tym,
jak spędziła czas podczas imprezy u studentów roku trzeciego, ponieważ chłopak
wydawał się być tym bardzo zainteresowany.
-
Poznałaś kogoś specjalnego? – spytał, skreślając zdanie i poprawiając je.
Hermiona zanurzyła pióro w kałamarzu.
-
Owszem, sporo osób… Megan, jej chłopaka Travisa, parę jej przyjaciółek w tym
Lucy i Gabrielę, Thomasa i grupkę jego kolegów… - wyliczała i zauważyła, że
Teodor spiął się delikatnie. – Coś nie tak? – spytała, skrobiąc słowa na
pergaminie.
- Thomasa? Masz na myśli Thomasa Turnera?
-
Tak, a co? – zainteresowała się.
-
Nie chciałem tam iść właśnie ze względu na niego.
-
Dlaczego? – zdziwiła się i przestała pisać wypracowanie z eliksirów.
-
Powiedzmy, że miałem z nim lekką
sprzeczkę, bo wyśmiewał się z tych, co poszli na prawo. Uważa, że chłopaki na
tym kierunku to cieniasy.
-
Ty naprawdę dałeś się sprowokować na taką zaczepkę? - spytała z lekkim uśmiechem. Teodor spojrzał
na nią chłodno, ale po sekundzie cwaniacko się uśmiechnął.
-Tak,
ponieważ tak się składa, że mam bardzo dobrą kondycję i nie pozwolę, by jakiś
bezmózgi mięśniak się ze mnie wyśmiewał – odpowiedział, a Hermiona spojrzała na
niego uważnie.
-
Cóż… - nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć. – Jak dla mnie jest naprawdę w
porządku.
-
Skoro tak uważasz, to pewnie tak jest – westchnął i pochylił się ponownie nad
swoim esejem.
Nagle do biblioteki wszedł Draco
Malfoy, obrzucił ich chłodnym spojrzeniem i usiadł w oddalonym kącie biblioteki.
Zdziwiła się, że Malfoy nie rzucił jakiejś kąśliwej uwagi pod jej adresem.
Przesunęła niezauważalnie krzesło tak, by móc mu się lepiej przyjrzeć.
Draco Malfoy ostatnimi czasy
niezwykle się zmienił. Nie panoszył się już po szkole, nie dokuczał ani nie
zaczepiał, chociaż wciąż był dla wszystkich wredny. Zdawał się być jakiś
bledszy i zmęczony. Przypominał jej tego Malfoya z szóstej klasy, kiedy to Voldemort
uczynił go śmierciożercą. Te myśli nie wprawiały jej jakoś w dobry humor, wręcz
przeciwnie. Poczuła jakby lekki niepokój.
Przypomniały jej się słowa Malfoya,
wtedy na imprezie, gdy wspomniał o uczuciach Teodora wobec niej. Zamierzała
poruszyć ten temat, nie krępując się zbytnio. Coraz bardziej traktowała Teodora
jak dobrego znajomego.
-
Słuchaj, Teodorze… - zaczęła. – Malfoy… – tutaj przyciszyła lekko głos –… powiedział mi na tej imprezie, żebym za
bardzo nie zbliżała się do Thomasa ponieważ… - zaczerwieniła się delikatnie
mimo wszystko. – On uważa, że ty żywisz do mnie jakieś uczucia.
Teodor
Nott przestał pisać i spojrzał na nią z zaciekawieniem.
-
Draco tak ci powiedział? – zainteresował się i odwrócił się w stronę Malfoya,
który ślęczał nad praca domową parę stolików dalej. Miał już do niego wstać,
kiedy Hermiona złapała go za rękę i ponownie sprawiła, że usiadł na swoim
miejscu.
-
To prawda? – spytała z naciskiem, a Teodor delikatnie się uśmiechnął.
-
Słuchaj, Hermiono. Jesteś jedną z najcudowniejszych dziewczyn, jakie znam,
bardzo cię lubię i traktuję jak przyjaciółkę, ale nic więcej.
Hermiona
odetchnęła z ulgą. Chłopak widząc to, spytał:
-
Tak bardzo byś nie chciała, abym się w tobie zakochał? – uśmiechnął się.
-
Mhm… znaczy nie! Znaczy się tak… och, na Merlina! – powiedziała głośniej, co
sprawiło, że tłum ludzi w bibliotece spojrzał na nią z wyrzutem, a Nott z rozbawieniem. Wzięła
głęboki oddech – Jesteś wspaniały, możesz mi wierzyć, ale miłość psuje przyjaźń
bardzo często, a ja za bardzo cenię sobie znajomość z tobą. – wytłumaczyła się
szybko, zniżając głos, ponieważ Malfoy wciąż nie spuszczał z niej wzroku.
-
Draco to kretyn. Sam się w tobie podkochiwał przez dwa lata, a teraz mnie w to
wrabia.
Hermiona
zrobiła dziurę w pergaminie.
-
Słucham? – syknęła. – Jak to się… - nie dokończyła, ponieważ Teodor zgromił ją
spojrzeniem.
-
Chodź, powiem ci dalej.
Wstali od stolika, minęli parę
regałów, przy których uczniowie szukali opasłych tomów. Teodor wziął ją za rękę
i zaciągnął za regał, tuż przy ścianie, gdzie nikt nie mógł ich podsłuchać.
-
Właściwie sam nie wiem, czemu ci to mówię, pewnie dlatego, że zaczyna mnie już
denerwować… - powiedział pod nosem. – Ale jeśli musisz już wiedzieć, to
pierwsze zainteresowanie wykazał w trzeciej klasie, kiedy mu przywaliłaś w
twarz – uśmiechnął się z satysfakcją, a Hermiona słuchała z uwagą.
-
Przyznał się do tego? – nie mogła uwierzyć.
-
Oczywiście, że nie, ale ja łatwo to wypatrzyłem. Potem mu przeszło, ponieważ
bardziej był na ciebie wkurzony. Następnie po Balu Bożonarodzeniowym ciągle cię
krytykował, rzucał jakieś kąśliwe uwagi, ale my wszyscy widzieliśmy, że nie
mógł oderwać od ciebie wzroku. Zdenerwował się jeszcze bardziej, ponieważ
koledzy go wyśmiewali.
-
Rzeczywiście, w czwartej klasie był nieznośny – przypomniała sobie Hermiona i
poprawiła brązowe loki, które za bardzo zaczęły już żyć własnym życiem.
-
Sama widzisz. Siedzieliśmy na lekcjach, wyśmiewaliśmy się z ludzi, a ten ni
stąd ni zowąd rzuca uwagę na twój temat. Zdawało się, że ciągle o tobie myślał
i bardzo mu się to nie podobało.
-
I to naprawdę trwało przez dwa lata? – jakoś nie mogła sobie tego wyobrazić.
Była zauroczeniem Malfoya? Świat staje na głowie!
-
Tak, przeszło mu w szóstej klasie, ale to raczej oczywiste. Widział cię z
Krumem, McLaggenem, podejrzewał także ciebie i Pottera, więc dał sobie spokój.
Hermiona
zagryzła wargę, a następnie uśmiechnęła się paskudnie, na co Teodor się
zdziwił.
-
To ci tak poprawiło nastrój? – zdumiał się. Pokiwała lekko głową.
-
Bardziej to, że o tym wiem i trochę chce mi się z tego śmiać, ponieważ on
pewnie nie chciałby, abym się o tym dowiedziała.
-
Zapewne nie, ale chrzanić to, wracajmy do naszego stolika, bo nam jeszcze
miejsca zajmą. – oznajmił Teodor.
Na szczęście stolik czekał na nich
bez żadnych niezapowiedzianych gości przy nim. Pochwyciła zainteresowane
spojrzenie Malfoya, którego pewnie ciekawość zżerała, co też robiła z Nottem
tak długo w kącie biblioteki za regałem. Prawie co nie wybuchła śmiechem, ale
opanowała się i wróciła do pracy.
Kiedy w bibliotece zapaliły się już
pierwsze lampy, Teodor wstał i oznajmił, że idzie do swojego dormitorium. Miał
już odejść, kiedy nachylił się ku niej i szepnął do ucha:
-
Buziak w policzek na złość Malfoyowi? – zaproponował cicho.
-
Pewnie – roześmiała się lekko i nadstawiła policzek, na którym Nott złożył
delikatnego całusa.
-
Niech sobie dalej myśli, że czuję do ciebie coś więcej, w sumie może być
zabawnie – mruknął, a następnie pożegnał się i zniknął za regałami, zostawiając
Hermionę z lekkim uśmiechem na ustach. Wiedziała, że to było tylko
przyjacielskie pożegnanie i nic się za tym na szczęście nie kryło. Na spokojnie
dokończyła pracę, która była zadana na kolejny tydzień. Owszem, mogła sobie to
darować, ale wolała robić wszystko systematycznie, aby nie zostawiać
wszystkiego na ostatnią chwilę.
Godzinę później odłożyła wszystkie
pomocnicze książki na półki, spakowała swoją torbę i już miała iść, kiedy
zerknęła z ciekawości w stronę Dracona Malfoya, który… najzwyczajniej w świecie
spał. Zawahała się. Czy powinna go obudzić? Biła się ze swoimi myślami, aż w
końcu uznała, że lepiej będzie, gdy go obudzi, nawet jeśli na nią naskoczy.
Podeszła do stolika, przy którym
zasnął mężczyzna. Położyła swoją torbę na krześle obok i delikatnie potrząsnęła
jego ramieniem. Chłopak ani drgnął. Spróbowała raz jeszcze i dopiero wtedy się
przebudził. Przetarł twarz dłońmi, zdawał się być przemęczony.
-
Granger? Co ty tutaj robisz? – spytał, patrząc na nią chłodno.
-
Miałam już wychodzić, kiedy spostrzegłam, że zasnąłeś… Pomyślałam, że może cię
obudzę…
Widząc
jego wzrok, spodziewała się skrytykowania i rozpoczęcia wycierania ze swojej
koszuli „szlamu” tam, gdzie go dotknęła. Malfoy natomiast powiedział tylko:
-
Dzięki.
Wstał powoli, spakował byle jak swoje
rzeczy. Hermiona zarzuciła torbę na ramię, ale spostrzegła, że chłopak ma na
stole mnóstwo zdjętych z półek książek.
-
Pomóc ci z nimi? – zaproponowała. Malfoy zdziwił się, słysząc jej propozycję.
-
Okej, ale dziwi mnie jedno… Od kiedy masz ochotę na pomaganie wrogom? – zadrwił
lekko blondyn, przeczesując roztargnione włosy.
-
Nie mam wrogów – powiedziała Hermiona zgodnie z prawdą, biorąc pięć opasłych
tomów do rąk i odstawiając na regały. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko
spojrzał na nią ze zdziwieniem. Uśmiechnęła się delikatnie na widok jego miny i
odeszła od niego, by wyjść z biblioteki.
Na błoniach było niezwykle chłodno.
Usłyszała za sobą kroki Malfoya, który podbiegł, by zrównać z nią krok.
-
Masz zamiar iść na kolejną imprezę u trzecioklasistów? – zagadnął ją.
-
Raczej nie. – odparła krótko. Jakoś dziwnie jej się rozmawiało z Malfoyem. Nie
wyobrażała sobie, żeby rozmowa z nim się kleiła.
-
Nie podobało ci się? – spytał, patrząc na nią przez cały czas, najwidoczniej
chcąc uchwycić jej wzrok, ale ona uparcie wpatrywała się w zamek przed nią. –
Odniosłem inne wrażenie.
-
Co masz na myśli? – starała się, aby jej głos brzmiał w miarę obojętnie i
objęła ramiona rękoma, pocierając delikatnie, aby się rozgrzać. Mróz był nie do
zniesienia.
Nastała krępująca cisza, ponieważ Malfoy
nie wydawał się być chętny do odpowiedzi. Zdawało się, że temperatura na
dworze opadła jeszcze bardziej, ponieważ dziewczyna zaczęła się trząść. Malfoy,
widząc to, zdjął z siebie szarą bluzę i jej podał.
-
Masz i przestań się tak trząść, bo mnie denerwujesz.
-
Nikt ci nie karze ze mną iść – mruknęła. Nie chciała przyjąć bluzy, ponieważ
trochę się krępowała, ale chłopak zarzucił ubranie na Hermionę i sam szedł z
gołymi ramionami, gdyż pod spodem miał jedynie t-shirt.
Miał niezwykle bladą cerę, wręcz
mleczną, a na jego przedramieniu widniał Mroczny Znak. Zazwyczaj zakrywał go
przy wszystkich, więc zdziwiła się, że zdjął bluzę, oddając jej swoje źródło
ciepła i jednocześnie przykrywkę swego piętna. Odwróciła wzrok… nie chciałaby,
żeby ktoś gapił się na nią w takiej sytuacji.
-
Wróćmy do mojego pytania… Co miałeś na myśli, mówiąc, że odniosłeś inne
wrażenie?
-
Jak to co? Do niczego nie doszło między tobą na Turnerem? – dokuczył jej. Nie
wytrzymała i posłała mu zabójcze spojrzenie.
-
Oczywiście, że nie, co ty sobie wyobrażasz… - zdenerwowała się. Malfoy
wpatrywał się w nią tak intensywnie, że musiała opuścić wzrok. Jego szare,
zimne tęczówki były piękne, ale czuła się, jakby przenikały ją na wylot.
-
Rozumiem, dochowujemy wierności partnerowi – odpowiedział kpiąco, odwracając
wzrok. Hermiona zagryzła wargę i zmarszczyła brwi. Nie miała zielonego pojęcia,
o czym mówi Malfoy, ale po chwili zrozumiała.
-
Owszem. – odpowiedziała i wiedziała, że właśnie zbiła go z tropu. Może i
palnęła głupstwo, które blondyn rozpowie całej szkole, ale sprawa szybko się
wyjaśni, a on zostanie oskarżony za rozpowiadanie fałszywych wiadomości.
-
A jednak… - mruknął chłodno Malfoy, więcej nie wnikając.
Na szczęście szybko doszli do drzwi
Isellnar i jadalni z ogromnymi stołami, ponieważ rozmowa jakoś nie potrafiła
dłużej się ciągnąć, co było niezwykle krępujące. Z ulgą przyjęła fakt, że
Malfoy zniknął w tłumie, który zgromadził się już w jadalni. Odnalazła
płomienną czuprynę Ginny i usiadła obok niej. Nałożyła sobie na talerz trochę
jedzenia. Ruda miała na sobie strój drużyny, cały uwalony w błocie. Oznajmiła,
że prawie co nie pobiła się z chłopakiem z przeciwnej drużyny, który czuł się
urażony po tym, że przegrał z dziewczyną i zaczął rzucać pod ich adresem różne
obrazy. Na szczęście kapitan drużyny szybko zareagował i do
rękoczynów nie doszło.
Hermiona opowiedziała przyjaciółce w
skrócie, co robiła i z kim się widziała. Odprowadziła wzrokiem Catherine, która
zdawała się być lekko przygnębiona. Uśmiechnęła się do niej, a Cath
odpowiedziała tym samym, jednak o wiele bardziej ponuro.
Ostatnimi czasy dziewczyny nie miały zbytnio okazji do rozmowy, a gdy już do niej doszło, zazwyczaj kończyło się na przywitaniu się, szybkiej wymianie informacji i pożegnaniu. Catherine nie chodziła od paru dni na zajęcia, ponieważ leżała chora u lekarza. Przeziębienia i grypa stały się wręcz epidemią, która opanowała Isellnar, na szczęście uczniowie wychodzili z tego po dwóch, trzech dniach, dzięki wspaniałym eliksirom Uzdrowicieli.
Ostatnimi czasy dziewczyny nie miały zbytnio okazji do rozmowy, a gdy już do niej doszło, zazwyczaj kończyło się na przywitaniu się, szybkiej wymianie informacji i pożegnaniu. Catherine nie chodziła od paru dni na zajęcia, ponieważ leżała chora u lekarza. Przeziębienia i grypa stały się wręcz epidemią, która opanowała Isellnar, na szczęście uczniowie wychodzili z tego po dwóch, trzech dniach, dzięki wspaniałym eliksirom Uzdrowicieli.
Po skończeniu posiłku, dziewczyny
odeszły od stolika. Harry i Ron zostali w tyle, ponieważ dodatkowo dorwali się
do gorących, pieczonych udek kurczaka. Przy wyjściu z jadalni Ginny obrzuciła
Hermionę uważnym spojrzeniem i spytała:
-
Skąd masz tą bluzę? – zaciekawiła się. Hermiona spojrzała na swoje ramiona i
zdała sobie sprawę, że wciąż ma na sobie szarą bluzę Malfoya, na której czuć
było cudownie pachnące perfumy. Musiała przyznać, że były naprawdę idealne.
-
Och, zapomniałam zupełnie – powiedziała i zdjęła bluzę z ramion. – Malfoy mi ją
dał, kiedy wracaliśmy z biblioteki, bo było bardzo zimno… - wyjaśniła szybko,
ale widząc minę Ginny wiedziała, że teraz będzie się musiała dodatkowo
tłumaczyć z wypowiedzianego zdania.
-
Poczekaj chwilkę – poprosiła Hermiona przyjaciółkę i wróciła do jadalni, jednak
nigdzie nie dostrzegała blond włosów Malfoya. Najwidoczniej poszedł już do
Pokoju Wspólnego.
Jednak nawet wtedy, kiedy doszły do
Pokoju Wspólnego nigdzie nie dostrzegły chłopaka. Podczas drogi do
pomieszczenia w skrócie powiedziała Ginny o powrocie z Malfoyem, mimo iż nie
było w tym nic ciekawego ani nadzwyczajnego… cóż, poza jednym faktem.
-
Powiedziałaś mu, że jesteś z Nottem?! – Ginny nie dowierzała własnym uszom. –
Jak mogłaś mu taki kit wcisnąć, Hermiono! Bo to jest kit, prawda? –
zaniepokoiła się.
-
CIIIiiiszej! – Hermiona przyłożyła palec do ust, nakazując Rudej ściszyć głos.
– Oczywiście, że go okłamałam, ale miałam potem satysfakcję z tego, że zbiłam
go z tropu oraz z tego, że się zamknął.
-
Nic dziwnego, w końcu kiedyś był w tobie zauroczony, a tutaj okazuje się, że
jesteś z jego przyjacielem. – roześmiała się Ginny i dodała po chwili. – Dobrze
mu tak, należało się temu baranowi.
Hermiona już wolała nie dyskutować
na temat, czy mu się należało czy nie. Uznała, że musi pójść do dormitorium
Malfoya i oddać mu bluzę, ponieważ dziwnie by się czuła, gdyby oddała mu ją
dopiero jutro. Pewnie Ślizgon już sobie myśli, że mu ją zabrała.
Szła korytarzem, szukając na
drzwiach tabliczki z jego nazwiskiem. Kiedy znalazła się przed drzwiami
podniosła pięść, by zapukać, ale zawahała się. Wraz z Malfoyem mieszkają
również inni Ślizgoni. Co jeśli Malfoya nie będzie w środku, a ona zostanie
wyśmiana przez nich? Zresztą… mało ją to obchodziło.
Zapukała do drzwi i po chwili
otworzył jej Terrence Higgs. Zdumiał się, widząc Hermionę Granger przed ich
pokojem, lecz nie wydawał się być jakoś nieprzyjaźnie nastawiony. Przynajmniej
na razie, po Ślizgonach można było się spodziewać wszystkiego.
-
O co chodzi? – spytał.
-
Jest Malfoy?
-
Tak, bierze prysznic. Malfoy?!
-
Co? – usłyszała przytłumiony głos zza drzwi.
-
Granger do ciebie – odkrzyknął Terrence.
-
Może ja przyjdę później… - zaproponowała cicho, lekko speszona.
-
Niech wejdzie – usłyszała głos Malfoya.
-
W takim razie droga wolna dla pani – odpowiedział Terrence z uśmiechem, a
Hermiona na drżących nogach weszła do dormitorium zamieszkiwanego przez samych
Ślizgonów. Osobiście wolałaby stąd jak najszybciej wyjść.
-
Siadaj, co tak stoisz – zaśmiał się Terrence, wskazując na miejsce na kanapie
obok siebie. – On raczej za szybko nie wyjdzie, wszystko u niego musi być
perfekcyjne, zresztą raczej znasz go pod tym względem.
-
No tak, znam – uśmiechnęła się lekko, skrępowana siedziała na kanapie obok
Ślizgona. Nie było jeszcze tak źle, zawsze mogła trafić na nieprzyjemnego
Blaise’a. Cieszyła się, że nie ma go w pokoju.
-
Dobra, ja cię tutaj zostawiam, bo jestem umówiony – powiedział Terrence. – Weź
sobie coś słodkiego, bo pewnie trochę sobie tutaj poczekaj – zaśmiał się i
wyszedł.
Hermiona westchnęła i wstała z
kanapy, aby podejść do drzwi łazienki.
-
Malfoy? – zaczęła, wiążąc sobie włosy w warkocza z nudów.
-
Co tam chcesz, Granger?
-
Właściwie, to chciałam ci tylko oddać bluzę i podziękować za nią, więc już
wychodzę. – oznajmiła i odeszła spod drzwi, kładąc mu ubranie na sofie.
-
Poczekaj, ja już wychodzę. – zawołał, a Hermiona zniecierpliwiona przystanęła,
opierając się o komodę.
Drzwi od łazienki się otworzyły i do
dormitorium wszedł Draco.
-
Boże, Malfoy, mogłeś się już do końca ubrać, naprawdę, tak bardzo mi się nie
śpieszyło – wybuchła, odwracając wzrok.
Malfoy
zaśmiał się lekko.
-
Dziewczyno, nie mam na sobie tylko koszuli.
Podszedł
w jej stronę, a ona odskoczyła jak oparzona.
-
Spokojnie, chciałem się dostać do komody – spojrzał na nią z cwaniackim
uśmiechem. – Czasami potrafisz być zabawna, Granger.
Nie odpowiedziała, ani nie odwróciła
się, ponieważ była zarumieniona na twarzy. Co prawda Malfoy miał co pokazywać,
ale nie musiał tego robić publicznie, ani tym bardziej przy niej.
-
Po co miałam zostać? – spytała, odwracając się po jakimś czasie. Malfoy
spoważniał na twarzy.
-
Chciałem wiedzieć, czy ty i Teodor naprawdę jesteście razem? – zainteresował
się, a Hermiona wywróciła oczyma. Odwróciła się do niego plecami i już miała
odejść, kiedy ją przytrzymał, łapiąc za ramię.
-
Czas na mnie, Malfoy.
-
Jedna prosta odpowiedź, Granger. – trwał uparcie przy swoim.
-
Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy – odparła stanowczo. Miała się już wyrwać z
jego uścisku, kiedy drzwi od dormitorium otworzyły się i stanęła w nich Catherine.
~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale po wyjeździe napisałam rozdział, a potem zorientowałam się, że nie mam internetu. Mam z nim tak częste problemy, że uznaję, iż mój internet naprawdę mnie nie lubi. Udało mi się poprosić kuzynkę o laptopa i dostęp do jej sieci, więc szybko wklejam nową notkę bez sprawdzania, ponieważ nie mam na to czasu. Nowy rozdział pojawi się zapewne wraz z moim upartym Internetem.
Ściskam wszystkich i życzę pozytywnych ostatnich dni w tym roku szkolnym
Sheireen ♥
środa, 3 czerwca 2015
Impreza
Kolejny tydzień szkolny na uczelni minął jak biczem strzelił. Nauka zaczęła się na dobre, a niektórzy poczuli już bolesne skutki chodzenia na studia i ogromu nauki. Harry i Ron coraz częściej marudzili i poważnie myśleli o opuszczeniu szkoły i pojechaniu do domu.
- Nie żartujcie sobie – mówiła zniesmaczona Hermiona.
- Po co mamy chodzić na studia, skoro mamy już zapewnioną pracę? – wtrącił zbulwersowany Ron.
- Właśnie, możemy nacieszyć się życiem, a my wróciliśmy do szkoły – odpowiedział zmęczony Harry, czyszcząc sobie okulary. Hermiona wywróciła oczyma.
- Róbcie, co chcecie, ale nie wiem, czy Harry zniósłby cały rok szkolny bez Ginny – mruknęła i miała rację. Harry, gdy tylko pomyślał o możliwości ponownego opuszczenia Ginny automatycznie wykreślał opcję opuszczenia szkoły.
- Stary, przecież będziecie się widywali w wakacje! – zawołał Ron.
- Nikt cię tutaj nie trzyma, Ron. – odparł Harry, pochylając się nad książką z numerologii, a Weasley poczerwieniał z wysiłku, próbując rozwiązać skomplikowane zadanie.
- Nie chcę wracać sam… - burknął rudzielec, odrzucając zeszyt na bok i krzyżując ręce na piersiach.
I tak co jakiś czas. W końcu Hermiona była pewna. Przynajmniej ten jeden rok spędzi z przyjaciółmi, gdyż żadne z nich nie zamierzało opuścić szkoły. Pogoda była piękna, słońce grzało mocno, co nie pomagało w nauce, gdyż każdy miał chęć wyjścia na dwór. Starsi uczniowie często robili treningi quidditcha, co automatycznie ściągało większość uczniów na trybuny. Ginny dostała się do rok starszej drużyny, ponieważ dała świetny popis zwodu Wrońskiego podczas jednego treningu na zajęciach. Harry czuł lekkie zdenerwowanie, że mógł chodzić na boisko tylko wtedy, gdy nie było na nim obecnie zajęć. Chciał także grać w meczach i być w drużynie i zamierzał o to walczyć. Jak na razie żadnych rezultatów.
Udało mu się jednak osiągnąć coś w piątek, pod koniec trzeciego tygodnia. Na pojedynkach wystawiono tablicę z najlepszymi zawodnikami z pierwszego rocznika i znalazł się on na pierwszym miejscu. Hermiona wysunęła się na drugie miejsce, jednym punktem wyprzedzając Malfoya, który zajmował trzecią pozycję. Wydawało jej się, że tym samym zdenerwowała arystokratę, który za każdym razem dawał jej mocno popalić, zaczepiał ją i dokuczał.
Tego samego dnia ich trójka zwróciła uwagę uczniów trzecich klas, którzy zamierzali bliżej poznać najlepszych zawodników w pojedynkach pierwszorocznych. Harry znany przez świat czarodziejów od razu został przyjęty ochoczo i zaproszony na spotkanie w sobotę. Zamierzał pójść na nie z Ronem, który pełen entuzjazmu przyjął możliwość spotkania z najlepszymi kandydatami na aurorów. Z tego, co wiedziała, Malfoy też miał się na nim pojawić, gdyż znał paru uczniów przez kontakty jego ojca. Hermiona powiedziała, że zastanowi się nad przyjściem, ale od razu w myślach je odrzuciła.
- Mogę wiedzieć, dlaczego? – zainteresowała się Ginny, gdy siedziały w swoich pokojach, jedząc Fasolki Wszystkich Smaków i rozmawiając o zaproszeniu od klas trzecich.
- Daj spokój, nie chcę iść sama. Gdybyś ty mogła, to byśmy razem poszły.
- Ja niestety mam trening drużyny – mruknęła lekko zawiedziona latorośl Weasleyów. – Ale przecież nie będziesz sama. Będzie Harry i Ron…
- Tak, niby racja, ale sama wiesz jacy są chłopcy. Mają swoje tematy, siądą w gronie miłośników quidditcha, a ja tam będę się czuła jak piąte koło u wozu. – odpowiedziała Hermiona stwierdzając prosty fakt.
- Możesz poznać tam kogoś ciekawego. – zauważyła Ginny, krztusząc się i wypluwając przez okno obrzydliwą fasolkę, co wywołało śmiech Hermiony, która po chwili trafiła na fasolkę o smaku pieprzu i zrobiło jej się niedobrze.
- Owszem, mogę, ale to nie oznacza wcale, że poznam. – odpowiedziała Hermiona, a Ginny spojrzała na nią wzdychając ciężko.
- Dlaczego ty zawsze jesteś tak sceptycznie do wszystkiego nastawiona?
- Wcale nie do wszystkiego – broniła się szatynka, rezygnując z dalszego pałaszowania fasolek, gdy natrafiła na obrzydliwy smak zgniłego jajka. Nalała sobie wody do szklanki, która stała na etażerce obok łóżka, by pozbyć się okropnego smaku.
- Uważam, że powinnaś tam pójść. Choćby z Luną. – zaproponowała.
- Pytałam się już Luny, jest umówiona z Nevillem – mruknęła Hermiona.
- A Nott? Też nie może? – spytała niby od niechcenia Ginny, patrząc uważnie na reakcję przyjaciółki. Hermiona zmarszczyła brwi.
- W sumie, to nie myślałam nad pójściem z nim, ale wątpię, by miał na to ochotę.
- Powinnaś się go spytać. – wtrąciła Ruda, zrywając się z łóżka, by popić wodą fasolkę o smaku papryczki chili.
- Daj spokój, tam będzie Malfoy i na pewno nie popuści takiej okazji do dokuczania mi i Harry’emu. – odpowiedziała przez śmiech, widząc czerwoną twarz przyjaciółki.
- Nie przejmuj się nim tak, przecież jest taki odkąd go znamy. – zauważyła Ginny, a Hermiona przyznała jej rację. Malfoy zawsze był oślizgłym gadem o ciętym języku, zdolnym dokuczyć wszystkim dookoła. Nie miała się czym przejmować.
Hermiona szła razem z Harrym i Ronem w stronę wieży, gdzie mieściły się pomieszczenia dla klas trzecich, czując lekkie podenerwowanie. Nott przeprosił ją, że nie pójdzie z nią na spotkanie, ale podobno ostatnio miał sprzeczkę z którymś z chłopaków i nie miał zamiaru go spotkać na swojej drodze.
Szła więc z przyjaciółmi niczym na ścięcie, obiecując sobie, że posiedzi niecałą godzinkę i zmyje się stamtąd najszybciej jak to możliwe. Podała hasło do drzwi prowadzących do pokoju trzecioklasistów i natychmiast stanęła jak wryta. Ona naprawdę nikogo tutaj nie znała. Niektóre dziewczyny stojące przy bufecie popatrzyły na nią z wyższością, lustrując wzrokiem jej ubranie i wygląd. Zdała sobie sprawę, że większość z nich była piękna, wyniosła i niezwykle wystrojona, podczas gdy ona nałożyła na siebie delikatną, białą sukienkę, rozpuściła długie włosy i pomalowała delikatnie rzęsy.
Poczuła się trochę lepiej, gdy podeszła do nich grupa starszych uczniów, witając jak dawnych znajomych i zapraszając do swego grona. Zauważyła już Dracona Malfoya, który rozmawiał z jakimiś chłopakami, wyglądającymi na szkolnych tyranów – idealne towarzystwo dla kogoś pokroju tej tlenionej fretki. Miał na sobie czarną koszulę z tylko jednym podwiniętym rękawem i szare spodnie. Odwróciła do niego wzrok, witając się z dziewczyną o prawie czerwonych włosach, która uśmiechnęła się do niej przyjaźnie.
- Hej, jestem Megan – powiedziała i uścisnęła ją przyjaźnie, co aż przytłoczyło Hermionę. Nie spodziewała się aż tak bliskiego pierwszego spotkania. Mimo wszystko takie powitanie sprawiło, że poczuła się raźniej i jakby bardziej na swoim miejscu. Poznała także dwie inne dziewczyny, które przechodziły obok i wyglądały jak siostry bliźniaczki oraz grupę chłopaków, którzy rozmawiali z Harrym i Ronem.
Wszyscy usiedli na niezwykle wygodnych i powiększanych kanapach dostosowanych do tego, aby wszyscy się pomieścili. Muzyka grała dosyć głośno, uczniowie śmiali się, grali w gry i wygłupiali, a przekąski sypały się jak z rogu obfitości. Oczywiście jak podejrzewała Hermiona chłopcy szybko zaczęli krzyczeć i kłócić się, kto jest najlepszą drużyną i graczem, co najwidoczniej też nudziło Megan, która zaproponowała jej przejście się i zapoznanie z innymi osobami. Hermiona z ulgą przystała na jej propozycję i już po chwili podeszły do dziewczyn, które wcześniej obrzuciły Hermionę krytycznym spojrzeniem. Teraz, gdy była w towarzystwie czerwonowłosej Megan od razu poczuła się lepiej, a owe dziewczyny nie zdawały się tak wrogo nastawione. Nawet znalazła wspólny język z dwiema z nich: Lucy i Gabrielą.
Muzyka zaczęła lecieć głośniej, a Megan wcisnęła Hermionie w rękę piwo kremowe z wielkim uśmiechem.
- Ooo, Travis już jest! – zawołała rozpromieniona. – Chodź, poznam cię z moim chłopakiem, który ma całkiem przystojnych kolegów – mrugnęła porozumiewawczo do Hermiony i obydwie podeszły do grupy, która – o zgrozo – była tą, gdzie stał Malfoy. Próbowała się wycofać, ale Megan uparcie parła naprzód. Co prawda mężczyźni z bliska nie wyglądali już tak groźnie jak poprzednio w jej oczach, a nawet się uśmiechali lekko, widząc zbliżające się dziewczyny.
Megan wpadła w ramiona Travisa i skradła mu długiego buziaka, Hermiona nie wiedząc, co zrobić wypiła łyk piwa kremowego.
- To Hermiona Granger, jedna z najlepszych osób w pojedynku z pierwszych klas – przedstawiła ją Megan, a Hermiona uścisnęła rękę chłopakom w grupie, którzy lustrowali ją wzrokiem.
- Czyli pewnie znacie się z Draconem? – zagadał ją jeden wysoki koleś, z którym gadał Malfoy. Chłopak automatycznie obrzucił ją wrednym spojrzeniem.
- Tak, znamy się zdecydowanie za długo – mruknęła Hermiona, na co paru z nich zaśmiało się.
Draco natomiast nie spuszczał z niej wzroku, co ją trochę krępowało. Spojrzała na niego wyzywająco, starając się odeprzeć spojrzenie, ale tym razem nie wygrała tej bitwy. Wzrok Malfoya był tak natarczywy, że skrępowała się i spojrzała na innego chłopaka, który wpadł jej w oko. Był całkiem wysoki, miał brązowe, krótkie włosy i był nieźle zbudowany. Oparła się lekko o ścianę obok niego, czym zwróciła jego uwagę.
- Hermiona, tak? – zagadnął ją chłopak, a Hermiona zauważyła, że ma niezwykle piwne oczy. – Tak jak bohaterka „Zimowej Opowieści” Shakespeare’a?
- Dokładnie – uśmiechnęła się Hermiona, zaskoczona tym, że chłopak zna mugolskiego artystę, którego uwielbiała. – Wybacz, że pytam, ale masz kogoś z mugolskiej rodziny?
- Moja mama nie jest czarodziejką i ma całą biblioteczkę dzieł Shakespeare’a – uśmiechnął się do niej, a Hermiona upiła łyk piwa kremowego.
- A jak ty się nazywasz? – zagadnęła go Hermiona.
- Thomas Turner – przedstawił się, a dziewczyna uścisnęła jego dłoń na powitanie.
- Jaki kierunek zdajesz? – spytała zainteresowana dziewczyna.
- Chcę zostać graczem quidditcha – odpowiedział. – A ty zapewne aurorem?
- Tak – Hermiona ledwo co nie parsknęła śmiechem. Dlaczego zawsze musi jej wpaść w oko gracz quidditcha? Najpierw Krum, potem McLaggen i Ron… Czy to oznaczało, że już teraz powinna się jak najszybciej wycofywać z tej rozmowy?
Rozmawiali jeszcze chwilę, a Hermiona musiała przyznać, że te osiłki, których wcześniej nazwała „szkolnymi tyranami” są naprawdę w porządku. Co prawda nie wszyscy, bo ci, co trzymali z Malfoyem nie odezwali się do niej ani słowem. Jak na nieszczęście Megan zniknęła gdzieś z Travisem i została sama.
- Zatańczysz? – spytał Thomas, a Hermiona poczerwieniała.
- O Merlinie, chciałabym, ale nie umiem tańczyć – próbowała jakoś się wykręcić od publicznego ośmieszenia
- Taka dziewczyna jak ty na pewno potrafi też perfekcyjnie tańczyć – złapał ją za rękę Thomas i zaciągnął na parkiet, mimo jej przerażonej miny. Dostrzegła jak Malfoy się z niej śmieje i opiera o ścianę, by być świadkiem jej porażki. Wiedziała, że zaraz spali się ze wstydu i miała się uciec z parkietu, ale gdy tylko poczuła muzykę, zapomniała o wszystkim tylko nie o swoim partnerze do tańca i zaczęła się doskonale bawić.
Nawet nie zauważyła, gdy minęły trzy piosenki i razem z Thomasem zeszła zmęczona z parkietu do bufetu, aby napić się czegoś orzeźwiającego. Ona osobiście wolała nie zabierać się za trunki, więc wybrała sok malinowy. Thomas na chwilę przeprosił ją i poszedł do łazienki. Patrzyła jak Harry i Ron grają z innymi w gargulki i Ron dostaje w twarz kleistą substancją. Zaśmiała się cicho, ale uśmiech zniknął jej z twarzy, gdy obok niej stanął nie kto inny jak Draco Malfoy. Oparł się obok niej o blat i spojrzał na rumieńce na jej twarzy. Wciąż było jej gorąco po tańcu.
- I co się gapisz? – spytała, czując na sobie jego przenikliwe spojrzenie.
- Nieźle się wczułaś w towarzystwo – zauważył Malfoy. – Szczególnie chyba w towarzystwo Turnera, co nie? – dokuczył jej. Odstawiła dosyć gwałtownie szklankę na blat i odwróciła się w jego stronę.
- Czy ty nie masz własnego życia, Malfoy? – warknęła zdenerwowana.
- Mam i to bardzo bogate w ciekawe sytuacje – odparł z szelmowskim uśmiechem.
- W takim razie przestań interesować się moim.
- Jest coś na rzeczy między wami? – zagadnął ją z wrednym uśmieszkiem. Obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem. – Co na to powie nasz biedny Nott… - parsknął śmiechem. Hermionie zwęziły się źrenice.
- Co masz na myśli?
- Czyżbyś się nagle nim przejęła? – spojrzał na nią z góry. Hermiona zagryzła wargę.
- Tak się składa, że przejmuję się ludźmi, których sobie cenię. – odpowiedziała wymijająco i miała odejść, kiedy poczuła, jak Malfoy łapie ją za nadgarstek.
- Nie dotykaj mnie! – warknęła. Chłopak najwidoczniej spodziewał się tak gwałtownej reakcji, ponieważ uśmiechnął się z politowaniem.
- Dziewczyno, ale ty jesteś okropna.
- Wzajemnie. A teraz mnie puść, nie masz prawa mnie dotykać.
- Ach tak? Niby od kiedy? – droczył się z nią. Wyrwała rękę z jego dość mocnego uścisku i rozmasowała.
- Od zawsze. Człowieku, odczep się ode mnie i lepiej nie wyprowadzaj z równowagi. – warknęła, zabijając go wzrokiem. Poprawiła sobie sukienkę, która za bardzo się podniosła. Nie lubiła odsłaniać za dużo ciała, krępowało ją to. Draco przyglądał się jej ruchom z uwagą.
- Co tak ofensywnie, Granger. Nie można normalnie z tobą porozmawiać. – burknął Malfoy.
- Nie gadam z takimi ludźmi jak ty… - mruknęła dopijając do końca sok. – Mógłbyś przestać się gapić, to irytujące… - głos jej się lekko podłamał.
- Było się tak nie ubierać – odpyskował jej. Hermiona wzięła głęboki oddech.
- A jak ja niby jestem ubrana?! Dziewczyny dookoła odsłaniają o wiele więcej, ja mam normalną sukienkę.
- Racja, ale po raz pierwszy od Balu Bożonarodzeniowego masz sukienkę i właściwie po raz pierwszy pokazujesz kształty.
- To obrzydliwe, przestań! – jęknęła zawstydzona, na co Ślizgon tylko się roześmiał. Hermiona za wszelką cenę chciała nałożyć na siebie teraz bluzę wielką jak namiot, by obronić się przed spojrzeniem jego magnetyzujących, szarych oczu. Poprawiła włosy, które zaczęły już za bardzo żyć własnym życiem.
- Jak ja uwielbiam ci tak robić. – odpowiedział Malfoy.
- To przestań, bo ja nie lubię – warknęła.
- I właśnie dlatego nie przestanę. – mruknął zadowolony.
Spojrzała na niego z niesmakiem w brązowych oczach i prychnęła. Patrzyła na tłum ludzi w pokoju, mając nadzieję, że gdy przestanie się do niego odzywać, to się znudzi i sam pójdzie. Ślizgon najwidoczniej nie miał takich planów. Zauważyła Thomasa, który wracał od swoich kolegów i szedł w jej stronę. Odetchnęła z ulgą. Draco widząc to nachylił się i szepnął jej tylko.
- Miłego obściskiwania się.
Hermiona zrobiła wielkie oczy i uderzyła go lekko w ramię.
- Jesteś niemożliwy.
Chłopak tylko parsknął pod nosem i oddalił się. Miał zamiar już wracać do Pokoju Wspólnego do swojej paczki. Musiał przyznać, że Granger, mimo niewinnego wyglądu aniołka pokazała pazury. Śmiać mu się z niej chciało, gdy przypomniał sobie jej minę, gdy się na nią patrzył. On po prostu nie mógł się nadziwić temu, że ta dziewczyna miała taką ładną figurę. Co prawda nie patrzyłby się tak, gdyby nie fakt, że codziennie chodziła w takich ciuchach, które zakrywały jej naprawdę mocne atuty. Dlaczego nie pokazywała więcej ciała, skoro nie miała się czego wstydzić?
Skrzywił się. Zamiast głupich pytań powinien prędzej dziwić się, czemu myśli o tej szlamie. Natychmiast w jego myśli wpłynęły inne rzeczy. Musiał napisał list do matki, która była coraz bardziej zrozpaczona stanem ojca. Przygnębiało go to, że jedyna kobieta, którą kochał i się troszczył była teraz całkowicie załamana, a on nie mógł być przy niej.
Nie wiedział, co to będzie, gdy Lucjusz Malfoy umrze w Azkabanie. Był jeszcze młodym mężczyzną, który zepsuł sobie życie i jednocześnie osobom w swoim otoczeniu. Draco przez ojca i służbę Voldemortowi trafił na trzy miesiące do Azkabanu. To były najgorsze trzy miesiące w całym jego życiu. Dni trwały jak miesiące, miesiące jak lata. Nigdy, przenigdy nie chciałby trafić tam po raz kolejny.
Od tamtej pory chciał pomóc światu. Dlatego też zapisał się na studia, by się kształcić na aurora. Nie chciał zawieść matki ani społeczności. Musiał wiele uczynić, by zyskać zaufanie i przychylność Ministerstwa Magii, które nie chciało go dopuścić do pójścia w tym kierunku.
Usiadł przy biurku i wyciągnął pergamin i pióro z atramentem, a następnie zaczął pisać list do matki. Podciągnął rękawy, a jego oczom ukazał się Mroczny Znak – pamiątka po parszywej przeszłości. Załamał ręce i ukrył twarz w dłoniach.
Tak bardzo nienawidził swojej przeszłości.
~~~~~~~~~~~~~~
Wstawiam oto nową notkę i od razu pędzę na dwór, ponieważ pogoda jest absolutnie prześliczna. Mam nadzieję, że u Was także dopisuje i cudownie spędzicie długi weekend.
Co do niego, to uprzedzam, że jutro wyjeżdżam i wrócę dopiero za tydzień, więc nowy rozdział zapewne pojawi się w czwartek.
Ściskam i życzę miłego dnia
Sheireen ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)