niedziela, 24 kwietnia 2016

Listy



    Szybkie informacje na początek:
Rozdział nie jest sprawdzany z czystego mojego lenistwa, jutro poprawię wszystkie błędy :D 
Po drugie nie jest zbyt długi ani nie dzieje się w nim za dużo. Trudno mi było wrócić z wielkim "bum", ponieważ nic nie sprzyja mojemu pisaniu. 
Po trzecie i ostatnie, zapraszam do czytania i dzielenia się opinią, co na jego temat sądzicie ;)
Sheireen ♥

        Ginny usłyszała pukanie sówki do okna i wstała z łóżka. Dzisiejszy dzień był pełen negatywnych wrażeń. Zszokowanie wciąż jej nie opuszczało, od kiedy zobaczyła Hermionę atakującą jej brata. Co w nią wstąpiło? Owszem, miała swoje gorsze dni, ale przenigdy nie rzuciła się na nikogo z pięściami.
Kiedy rozwinęła pergamin, od razu rozpoznała pismo swojej przyjaciółki. Zawahała się, ale po chwili uznała, że odkładanie tego niczego nie da. Prędzej czy później i tak będzie musiała odczytać list.

Kochana Ginny
Najmocniej przepraszam Cię za sytuację, która odegrała się w Twoim pokoju… Obiecuję, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Jestem mocno zaniepokojona tym, co zrobiłam, ponieważ naprawdę tego nie kontrolowałam. Byłam wściekła na ten artykuł i osądzanie przez Rona, ale musisz mi uwierzyć, że nie chciałam mu zrobić krzywdy. Najlepiej będzie, jeśli czas wolny od szkoły przesiedzę w domu, z dala od Was. Nie chcę, aby ktoś przeze mnie znowu ucierpiał.
Hermiona

            Ginny zmarszczyła brwi i usiadła na parapecie okna. Coś jej tutaj nie odpowiadało, coś, co sprawiło, że niepokój jeszcze bardziej zalał jej serce. Jednego była pewna – to nie była ta sama Hermiona, którą znała.

            Harry siedział przygnębiony razem z Ronem w jego sypialni, grając w gargulki, dopóki nie przerwała im sowa z dwoma listami. Patrzył, jak wściekły Ron zgniata pergamin w kulkę i odrzuca w kąt pokoju. Chciał zrobić to samo, ale kiedy tylko popatrzył na drżące pismo jego przyjaciółki, nie potrafił tego zrobić i ku oburzeniu przyjaciela przeczytał list.

Kochany Harry
Wiem, ile dla Ciebie znaczy dobra reputacja… Możliwe, że masz rację i nie powinnam się zadawać z niewłaściwymi osobami, jednak to nie jest takie łatwe, jak może Ci się wydawać. Obiecuję, że będę ostrożniejsza i nie dam się ponownie oczernić w jakimś nędznym artykule. Jednocześnie chciałam cię przeprosić za mój dzisiejszy napad złości. Sama nie wiem, co mną kierowało, po prostu przestałam myśleć racjonalnie. Myślę, że zobaczymy się dopiero w szkole, ponieważ nie chcę ponownie Was skrzywdzić.
Hermiona

            Teodor siedział przy biurku, przy stercie książek, jednak w ogóle nie mógł znaleźć tego, czego potrzebował. Wbił nieprzytomny wzrok w gasnący już płomyk świecy, kiedy nagle jego myśli przerwało pukanie sowy do okna. Zmarszczył brwi. Kto zakłócał jego wolny czas o tej porze?
Zaskoczył go znajomy widok pisma Hermiony.

Kochany Teodorze
Naprawdę się martwię. Nie odpowiadasz na moje listy… Zdaję sobie sprawę, że nie masz teraz zbyt wesołego okresu w życiu i jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, uszanuje to. Jednak gdybyś tylko miał czas, to chciałabym cię zobaczyć. Dzieje się ze mną coś złego i czasami boję się sama siebie. Od trzech dni siedzę w domu i nigdzie nie wychodzę. Jesteś jedynym przyjacielem, który się ode mnie nie odwrócił… albo mi się tak wydaje.
Proszę, odpisz cokolwiek, żebym przynajmniej miała potwierdzenie tego, że te listy do ciebie dochodzą.
Hermiona

            Na samą myśl o Hermionie czuł złość. Od kiedy przeczytał ten artykuł o niej i o Malfoyu nie potrafił skupić się na niczym innym. Był wściekły na nią i na przyjaciela. Jak mógł być tak podły i mieszać ją w te wszystkie sprawy teraz, kiedy tak źle się dla nich dzieje? I dlaczego ona do niego lgnęła, zamiast oddalić się od osób, które mogły toksycznie wpłynąć na jej reputację?
            Zarówno dla Dracona jak i dla niego, ostatnie dni były męczarnią. Wizengamot wciąż wysyłał listy, w których przypominał im o przesłuchaniach. Dwa razy przeszukiwali jego dom, w poszukiwaniu rzeczy czarnomagicznych. Był wściekły, ponieważ to wszystko psuło mu dalszą drogę na studiach prawniczych. Na dodatek jego ojciec… zawsze miał nerwową naturę i kiedy tylko urzędnicy Ministerstwa Magii przekroczyli próg ich domu, zwyzywał ich od najgorszych. Do końca dnia był tak agresywny, że jego matka wolała przesiedzieć w sypialni z dala od kłótni. Tylko on się go nie bał. Ojciec nigdy nie interesował się zbytnio jego życiem, a teraz traktował go tak, jakby był zaledwie współlokatorem, a nie jego synem. Kiedyś go to bolało, ale teraz? Miał to daleko gdzieś. Liczyła się dla niego tylko matka, po której odziedziczył wyniosłość i opanowanie.
            Spojrzał ponownie na list od przyjaciółki. Ignorował jej listy, ponieważ nie chciał, aby ktoś kojarzył ją z kolejnym podejrzanym. Jeszcze jej by przeszukali dom, gdyby dowiedzieli się, że utrzymuje kontakt z nim i Malfoyem.
            Zaledwie przed przeczytaniem tej wiadomości był na nią zły, ale teraz? Została sama i nie miała w nikim wsparcia. Zwątpiła nawet w ich przyjaźń, co niezwykle go ugodziło. Wyrzuty sumienia zaczęły go zżerać od środka. Nie miał zamiaru odpisać. Postanowił, że pojawi się pod jej domem jeszcze tego samego wieczoru.

            Hermiona leżała na łóżku, patrząc w sufit pustym wzrokiem. Trzy dni temu napisała listy do przyjaciół… Ginny i Harry wybaczyli jej i napisali, że u nich wszystko w porządku, jednak nic więcej. Dzisiaj postanowiła napisać do Teodora, ponieważ był jedyną osobą, która potrafiła ją uspokoić. A naprawdę tego potrzebowała. Od trzech dni siedziała sama w domu, a z rodzicami rozmawiała dopiero wtedy, kiedy schodziła na dół. Atak na Rona ją przeraził.
            Oczywiście wszystko wróciło do normy, ale kiedy tylko przypominała sobie o słowach Rona, czuła nieproszoną wściekłość, a tym samym żądzę mordu, która opanowywała jej umysł. Podejrzewała, że od czasu artykułu stała się bardziej nerwowa, stąd te ataki złości. Miała nadzieję, że większość osób zapomni o tym, kiedy ponownie znajdzie się w Isellnar. Naprawdę nie chciała, aby wytykali ją palcami.
            Nagle usłyszała z dołu wołanie mamy.
- Hermiono! Ktoś do ciebie!
Zmarszczyła brwi i wstała z łóżka. Któż to odwiedzał ją o tej porze? Czyżby Ginny miała z nią do pogadania? Przez krótką chwilę zaczęła się obawiać, że to Malfoy odnalazł jej adres i ma zamiar porozmawiać na temat tego artykułu. Zaraz po opublikowaniu go, dostała od niego list, w którym prosił o spotkanie, ale wiedziała, że to nie jest najlepszy pomysł. Co by ludzie pomyśleli, gdyby znów zobaczyli ją w towarzystwie podejrzanego czarodzieja?
            Zeszła po schodach prosto do holu i zatrzymała się na przedostatnim schodku, widząc Malfoya. Automatycznie jej ciało się spięło na jego widok. Coś ścisnęło ją w gardle. Jak on do cholery jasnej znalazł jej adres?! Skąd wiedział, gdzie mieszka?
Cóż, najwidoczniej znajomość z Draconem kosztowała anonimowość i prywatność.
- Przepraszam, że jeszcze się nie przedstawiłem – odpowiedział blondyn aksamitnym głosem, patrząc na jej mamę. – Draco Malfoy.
- Chyba gdzieś już słyszałam to nazwisko – pani Granger spojrzała podejrzliwie na dziewczynę, która przełknęła ślinę na widok jej wzroku. Rzeczywiście, nie mówiła najlepszych rzeczy o chłopaku, nic więc dziwnego, że mama nie była zachwycona jego wizytą.
- Naprawdę? – zainteresował się Malfoy, a Hermiona dostrzegła ciekawski błysk w jego oku.
- Dobrze cię widzieć – powiedziała nieco zbyt głośno Hermiona, aby zwrócić swoją uwagę na siebie. Zeszła z ostatnich schodków i stanęła obok chłopaka.
- Mamo, Draco przyszedł tylko na chwilę.
- No dobrze… zaparzyć wam herbaty?
- Nie ma takiej potrzeby, wpadł tylko na pięć minut – uśmiechnęła się nazbyt słodko i pokazała Malfoyowi, aby udał się z nią do pokoju. Ulżyło jej, ponieważ dzisiaj w nim sprzątała, więc nie miała się czego wstydzić.
            Kiedy tylko wszedł do jej sypialni, od razu zatrzasnęła za nim drzwi.
- Co ty tutaj robisz? – spytała zduszonym głosem, a ten się do niej uśmiechnął. Od razu zerwał z dobrymi manierami i usiadł na jej łóżku bez pytania. Nie żeby jej to przeszkadzało.
- Skoro nie odpowiadasz na moje listy, to odpowiesz mi osobiście – odpowiedział, a w jego oczach zatańczyły tajemnicze iskierki. Musiała przyznać, że bardzo jej się one podobały. Zresztą Malfoy jak zwykle wyglądał idealnie w tej całej swojej „normalności”. Nie mogła zrozumieć, jak ktoś mógł być tak magnetyzujący. Ukradkiem spojrzała w lustro i aż się załamała. Ona zdecydowanie nie należała do takich osób.
- W takim razie, Granger, chętnie usłyszę, czemu to moje listy leżą na twoim biurku i nie dostałem na nie odpowiedzi? – wstał z łóżka i oparł się o blat biurka.
- Nie wiedziałam, co odpisać… - mruknęła Hermiona lekko skrępowana tą sytuacją. Malfoy był pierwszy raz w jej domu, a już czuł się jak u siebie.
- Nie żartuj sobie ze mnie – uśmiechnął się z politowaniem. – Hermiono, ty zawsze masz na wszystko odpowiedź. I jestem pewien, że teraz też, tylko za wszelką cenę nie chcesz nic mi powiedzieć.
Unikała jego wzroku i bezwiednie chodziła po pokoju, czując jego spojrzenie na swoim ciele.
- Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam? – odwróciła się w jego stronę.
- Mam swoje sposoby. – uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Śledzisz mnie? – nie chciała, aby jej głos brzmiał wrednie, jednak trudno jej było to zatuszować. Czuła, że powietrze w pokoju jest naelektryzowane jego obecnością. Czuła łaskotanie w żołądku, kiedy na niego patrzyła. Mimo całego zdenerwowania, coś ciągnęło ją do niego.
- Zachowam to dla siebie – mrugnął do niej, a Hermiona zarumieniła się delikatnie. – Jak się właściwie czujesz? – w jego głosie doszukała się troski, co ją mocno zaskoczyło.
- Całkiem dobrze – wzruszyła ramionami. – Spędziłam dość udany dzień, czytając książkę – w zamknięciu, izolując się od świata, rodziny i przyjaciół – dodała w myślach i usiadła na łóżku.
- Nie potrafisz kłamać – westchnął i przysiadł się obok niej.
- Wcale nie kłamię! – oburzyła się.
- Jasne, tak samo jak teraz niby się nie denerwujesz – odpowiedział z uśmiechem, jednak po chwili spoważniał. – Granger, to naprawdę dla mnie ważne…
Serce zabiło jej mocniej, wręcz dało się je usłyszeć. To, jak się czuła było dla niego ważne, przejmował się tym jak się czuje i o czym myśli.
- Nie najlepiej. – odpowiedziała niemrawo. – A jeśli mam być naprawdę szczera, to jest beznadziejnie.
- To przez to zdjęcie i artykuł w Proroku? – spytał.
- I tak i nie – westchnęła. Spojrzała na niego uważnie. Chciała mu o wszystkim opowiedzieć, jednak co jeśli uzna ją za wariatkę i wyśmieje? Mimo wszystko wydawał się być teraz taki poważny. Co jej szkodziło? Potrzebowała się wygadać, ponieważ jedyna osoba, która by ją zrozumiała, aktualnie nie odpowiadała na żaden z jej listów. Teodor milczał i nic nie wskazywało na to, aby miał jakikolwiek zamiar się do niej odezwać.
Zaczęła więc od pobicia Rona, wspominając o ogromnym gniewie i skończyła, mówiąc o lękach i napadach złości, które ją dopadają.
Usiadła, otuliła się ramionami i podkuliła kolana pod brodę. Zaskoczyło ją to, że Malfoy objął ją ramieniem, jednak wtuliła się w jego bok. Przy nim poczuła się bezpiecznie, co dziwnie ją zaskoczyło. Nie potrafiła się teraz gniewać, krzyczeć ani złościć. Nie czuła żadnych lęków.
- Nie przejmuj się tym tak. To wszystko przez stres, Hermiono. Ten artykuł również niezbyt dobrze na mnie wpłynął. Uważają mnie za cholernego przestępcę.
- Jednak nigdy przedtem tak nie było… - mruknęła cicho, patrząc tępo w ścianę przed nimi, a w jej głowie toczyła się wojna.
- Z wiekiem kobiety robią się bardziej agresywne – zażartował, a ona uderzyła go lekko w ramię z uśmiechem na twarzy.
- I zaraz się o tym przekonasz – zagroziła mu żartobliwie, jednak po chwili westchnęła. – To nie jest tak, że zawsze byłam święta, ponieważ potrafiłam się denerwować.
- Coś o tym wiem – odpowiedział.
- Tylko jeden raz dałam komuś w twarz.
- Właściwie to była moja twarz, ale raczej mi się należało – mruknął chłopak  
- Owszem, wtedy ci się należało. – uśmiechnęła się szeroko. - Jednak Ron absolutnie nie zasłużył na takie potraktowanie. Nie czułam się sobą, atakując go. To było tak, jakby jakaś inna cząstka mnie zaczęła kontrolować mój umysł.
            Malfoy zmarszczył brwi. To, co mówiła Hermiona absolutnie mu się nie podobało. Coś tutaj nie pasowało. Granger i brak jasności umysłu? Przecież ona zawsze była tą, która uspokajała Pottera i Weasleya, aby się na niego nie rzucili.
- Długo już tak masz?
- Chyba od początku roku szkolnego.
- Zwiększony stres?
- Wątpię. – mruknęła i zmarszczyła brwi. – Chociaż… nie, nigdy tak nie reagowałam będąc spięta.
- Nasiliło ci się to? – spytał zainteresowany, a Hermiona roześmiała się cicho.
- Przestań, czuję się jak u jakiegoś psychologa. Teraz twoja kolej na wizytę u mnie – odpowiedziała rześko i wyplątała się spod jego ramienia. – Co u ciebie?
- Przede wszystkim przestali przeszukiwać mi dom, ponieważ nic nie znaleźli. Nie widzą też żadnego powiązania między mną a Blaisem. Nie miałem zielonego pojęcia o tym wszystkim, co wyprawiał. – wzruszył ramionami.
- Czyli wracasz do Isellnar po świętach? – w jej głosie słychać było nadzieję.
Mimo, iż bardzo nie chciała się do tego przyznać, to wolałaby, aby Malfoy wrócił do szkoły. Nie byli ze sobą, zbyt często ze sobą nie przesiadywali, a tymczasem gdyby go zabrakło, czułaby pewien brak. Nie widziała go trzy dni i kiedy tylko zobaczyła go w drzwiach swojego domu musiała przyznać, że cholernie stęskniła się za jego widokiem.
- Raczej nie… Po co mam iść na studia, nic mnie tam nie trzyma, wszystko już mam – odpowiedział, a Hermiona poczuła, jak coś w niej zamiera. Nic go tam nie trzyma? Wyobraziła sobie, że nie zobaczy go przez pół roku, a kiedy skończy się pierwszy rok, on już pewnie będzie pracować w Ministerstwie, zbierając same pochwały.
- Czemu milczysz? – spytał zdziwiony. Hermiona podniosła wzrok i spojrzała na niego, czując przypływ pewności siebie. Powiedział, że wszystko już ma…
W tej chwili nie myślała o tym, co robi. Jej dłonie złapały przód jego koszuli i zacisnęły się na niej. Przyciągnęła go do siebie z całych sił i wpiła się w usta chłopaka. Jeśli naprawdę nie miał zamiaru wracać, to musiała się nim nacieszyć jak najwięcej.
Malfoy od razu się wkręcił. To zadziwiające, że tak normalna dziewczyna jak ona, jednym ruchem mogła sprawić, iż chłopak zapominał o wszystkim. Poczuła jak jego chłodne palce zaciskają się na ciepłych biodrach.
Nie miał wszystkiego. Gdy odejdzie, na pewno urwie im się kontakt. Jeśli tak się stanie, niech przynajmniej wie, co stracił.
            Całowała go, wkładając w to całą swoją złość i bezradność. Coś ciągnęło ją do niego, sprawiało, że nikt inny się nie liczył. Uwielbiała jego niedoskonałość oraz to, że nie był święty jak Harry czy Ron w oczach czarodziejów. Nie bał się sięgnąć po swoje, tak samo jak ona. To było takie podniecające, ponieważ oboje walczyli o dominacje, żadne z nich nie chciało być przegrane.
- Co w ciebie wstąpiło? – usłyszała zdumienie w jego głosie, kiedy przerwał na chwilę pocałunek. Automatycznie go puściła i odsunęła się. Poczerwieniała na twarzy.
- Och, Merlinie – westchnęła i wbiła wzrok w podłogę. - Przepraszam.
- Hermiono…
- Czuję się jak idiotka – co on sobie o niej pomyślał? Rzuciła się na niego, a przecież to był Malfoy. Zapewne uzna, że jest kolejną laską, która leci tylko na jego wygląd.
- Granger, do cholery! – warknął i przyciągnął ją do siebie. Utkwiła w nim upokorzony wzrok. – Nie przepraszaj, bo to było perfekcyjne.
- C-co? – wydusiła zaskoczona. Uśmiechnął się, widząc jej nieporadność.
- To ja chciałbym wiedzieć „co”. Nie spodziewałem się takiej reakcji na to, że nie wracam na studia.
Ochłonęła trochę. I tak już straciła twarz, nie musiała robić z siebie większej idiotki.
- Nie myśl sobie, że będę za tobą tęsknić. – odpowiedziała dumnie. Podniósł brew.
- Czyżby? Dlaczego od razu zakładasz, że od razu zerwę z tobą kontakt?
- To oczywiste.
- Nie do końca. Miałbym zrezygnować z takich akcji? – spytał ochrypłym głosem.
- Zawsze możesz znaleźć kogoś innego, kto ci takie, jak to powiedziałeś „atrakcje” zapewni – odpowiedziała, próbując nie zwracać uwagi na jego dłonie wsunięte pod koszulkę i wędrujące po jej plecach.
- Ale ja nie chcę kogoś innego, Hermiono. – pocałował ją ponownie. Hermiona poczuła, że jej zasycha w ustach z tego wszystkiego. Jego wyznanie było zaskakujące.
- Powiedziałam mamie… że będzie… tylko… pięć minut – wyszeptała między pocałunkami.
- W takim razie zawiadom ją, że nocuję. – zażartował.
            Z trudem przerwała pocałunek i uderzyła go delikatnie po rękach, żeby się nie zagalopował. Wstała z łóżka i automatycznie przybrała obojętny wyraz twarzy, aby nie dać po sobie poznać, jak bardzo jego wizyta polepszyła jej humor. Otworzyła drzwi od swojej sypialni.
- Czas na ciebie, Malfoy – specjalnie podkreśliła jego nazwisko, aby rodzice mogli usłyszeć przez uchylone drzwi. Zmrużył oczy, jakby chciał jej powiedzieć, że pożałuje.
- Będziesz świetną gospodynią. – odpowiedział. – Skoro tak wyganiasz gości.
- Tylko takich gości, którzy pakują swój tyłek do mojego domu bez zaproszenia – odpowiedziała, starając się zachować powagę.
            Odprowadziła go do drzwi, gdzie Malfoy od razu przybrał swój oficjalny ton, żegnając się z jej rodzicami. Starała się zachowywać jak najbardziej normalnie i nie rzucać Malfoyowi żadnych gestów, spojrzeń ani uśmiechów, ponieważ jej mama od razu wyłapywała takie rzeczy. Już teraz patrzyła uważnie, szukając rewelacji.
            Udała się do siebie na górę i wzięła kąpiel. Kiedy już się miała kłaść spać, usłyszała pukanie do okna. Zaskoczona wpuściła do środka zmarzniętą sówkę, którą automatycznie ogrzała i nakarmiła. Rozwinęła rulonik i od razu poznała pismo swojej przyjaciółki Ginny.

Musimy porozmawiać. Wpadnij do mnie jutro jak najszybciej.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Informacja dla czytelników ;)

Moi kochani,
Wiem, że nie było mnie bardzo długo, dlatego już tłumaczę się, skąd taka nieobecność. Przyznaję, od ostatniego rozdziału byłam może z dwa razy na blogu. Mój styl życia i spędzania wolnych dni mocno się zmienił. Na tygodniu się uczę, a w weekendy, (które poświęcałam na pisanie) zajmuje się moim nowym pieskiem. Jeśli mieliście kiedyś małego szczeniaczka zapewne wiecie, jak dużo czasu trzeba spędzać przy takim małym pupilu, który gryzie wszystko dookoła i ciągle trzeba go pilnować.
Co do nowego rozdziału to od ostatniego czasu zapisałam może z cztery strony w wolnym czasie.
Z pewnością dodam go już w następnym tygodniu, ponieważ nie mogę ciągle tego przekładać.
Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze i cieszcie się wspaniałą pogodą, która do nas zawitała :)
Sheireen

sobota, 20 lutego 2016

Ulica Śmiertelnego Nokturnu



            Hermiona szła ośnieżonymi uliczkami ulicy Pokątnej. Postanowiła wybrać się na zakupy przed powrotem do Isellnar. Święta minęły jej wspaniale w prawdziwej, rodzinnej atmosferze. Razem z dziećmi swojej cioci ubrała choinkę, przyśpiewując kolędy. Pomagała mamie w przygotowaniu kolacji bożonarodzeniowej i przystrajaniu domu. Przez te wszystkie zajęcia utrzymywała z przyjaciółmi tylko kontakt przez listy, dlatego dzisiaj miała zamiar się z nimi spotkać w jednej z tawern na ulicy Pokątnej „Pod Rozbrykanym Jednorożcem”. Była to jedna z nowszych miejscówek, która robiła konkurencję staremu, poczciwemu Dziurawemu Kotłowi.
            Wstąpiła do sklepu zielarskiego, aby zakupić parę składników potrzebnych do kolejnych zajęć z eliksirów, zakupiła w pobliskim sklepie ze słodyczami parę łakoci na drogę i weszła do Madame Malkin, aby obejrzeć najnowsze trendy w modzie czarodziejów. Jako czarodziejka urodzona w świecie mugolskim nie wyobrażała sobie chodzenia po mieście w takich szatach. Były piękne, owszem, jednak niektóre wyglądały naprawdę komicznie. O, chociażby tamten kapelusz wyglądał zupełnie jak dla złej wiedźmy z bajek dla dzieci.
            Nagle wśród tłumu dostrzegła wysoką, szczupłą sylwetkę chłopaka ubranego w czarny garnitur. Od razu rozpoznała w nim Dracona Malfoya, dlatego automatycznie starała się ukryć za przechodniami. Nie bardzo miała ochotę spotkać się z mężczyzną, który wysłał jej w prezencie świątecznym bieliznę. Owszem, napisał w liście, że uważa to za świetny żart, jednak ona czuła się niemiłosiernie zawstydzona. Bielizna była piękna, a co najgorsze idealnie na nią pasowała. Wysłała mu krótkie podziękowania, bez zastanowienia wpychając ubranie w najczarniejszy kąt swojej garderoby.
Draco Malfoy miał niezwykle spaczone poczucie humoru.
            Dwa dni później chciał się z nią spotkać, jednak Hermiona nie miała ochoty widzieć kogoś, kto wysyła jej takie prezenty. Zwłaszcza, kiedy ten ktoś wspomina w liście, aby założyła na siebie owy podarunek. Odpowiedziała wymijająco, że jest zajęta i nie może się spotkać, co chyba niezbyt mu się spodobało. Dlatego za wszelką cenę wolałaby uniknąć stanięcia z chłopakiem twarzą w twarz.
            Zauważyła jak chłopak znika w uliczce, która prowadziła ku Śmiertelnemu Nokturnowi, a serce zaczęło jej szybciej bić. Myśl, że Malfoy wciąż mógłby mieć coś na sumieniu sprawiała, że czuła przygnębienie. Z jednej strony wolała go nie widzieć i z nim nie rozmawiać, z drugiej zaś pragnęła ponownie usłyszeć jego głos, poczuć smak jego ust na swoich. W jego postawie było coś, co ją cholernie pociągało i chciała mieć go przy sobie.
            Zastanawiała się, czy nie pójść za nim, aby zrobił nic głupiego, jednak była dosyć znaną osobą publiczną. Co jeśli ludzie zauważą ją na podejrzanej ulicy? Plotki zaczną się roznosić, a tego bardzo nie chciała. W końcu darowała sobie ten pomysł. Na Nokturnie było mnóstwo podejrzanych typów, których wolałaby nie spotkać, a Malfoy miał swój rozum i mógł robić ze swoim życiem co tylko chciał… Jednak modliła się, aby nie planował nic głupiego… Nie życzyła mu, aby skończył tak jak jego ojciec.
            Spojrzała na zegarek i uznała, że powinna powoli iść już w stronę tawerny Pod Rozbrykanym Jednorożcem, gdzie niedługo spotka się ze swoimi przyjaciółmi. Świetnie było ich spotkać po tak długiej nieobecności, jednak od razu przypomniała sobie o Teodorze, który na jej list odpowiedział krótko, że nie ma czasu się spotkać, ponieważ ma parę ważnych spraw do naprawienia. Najwyraźniej święta nie były dla niego tak wesołym okresem jak dla niej.
            Kiedy weszła do środka przytulnej miejscówki, dostrzegła od razu przy jednym ze stolików dwie rudowłose czupryny i jedną czarną, jak zwykle rozczochraną. W tawernie było dość głośno i ciepło. Czarodzieje przeciskali się do barku, przy którym stał młody barman razem ze swoją córką, która zabawiała gości. W tle leciała ledwo słyszalna muzyka z największymi przebojami magicznego świata.
            Dosiadła się do stolika przyjaciół, moc no ich przytulając na powitanie. Zamówiła dla siebie grzańca z sokiem malinowym i od razu dostrzegła, że Ron ma im coś bardzo ważnego do powiedzenia.
- Czytaliście najnowszego Proroka Codziennego? – spytał z wypiekami na twarzy. Cała trójka pokręciła przecząco głową. – Nie uwierzycie, co się stało!
- Rita Skeeter znowu naskrobała coś niemiłego na temat kogoś z naszego otoczenia? – spytał Harry.
- Coś w tym stylu… - odpowiedział Ron z nutką zadowolenia w głosie, czym ją trochę zdziwił.
- O kim? – czuła pewien niepokój, że przez tą wredną kobietę znów ucierpi ktoś z jej bliskich.
- Zabini trafił do Azkabanu.
- COO?! – wykrzyknęli chórem. Ron tylko z błyskiem w oku położył przed nimi artykuł. No nieźle, kolega z ich roku trafił na pierwsze strony gazet. Szybko złapała za gazetę i przyciągnęła ją do siebie, a Harry i Ginny przycisnęli się do niej, aby również móc przeczytać artykuł.
            Jak się okazało, dwa dni temu dom Blaise’a został przeszukany przez urzędników z Ministerstwa Magii, gdzie wykryto u niego zakazane czarnomagiczne przedmioty, które połączyły go ze zbrodniami dokonanymi podczas wojny. Hermiona poczuła, że robi jej się niedobrze. Na dole strony napisano drobnym drukiem, kogo domy zostały jeszcze przeszukane. Wśród nazwisk padły też takie jak Malfoy i Nott. Ginny podniosła wzrok na przyjaciółkę.
- Wiedziałam, że z tym twoim Teodorem coś jest nie tak.
- Musisz koniecznie przestać się z nim zadawać… - mruknął Harry. – To źle wpłynie na twoją opinię.
- Nie martw się Harry, nie zniszczę ci opinii. – odgryzła brązowowłosa, wiedząc, co jej przyjaciel ma na myśli.
- Co nie zmienia faktu, że Nott to podejrzany typ – wtrącił Ron, ściszając głos, ponieważ jakiś czarodziej właśnie przechodził obok ich stolika. - Cała ta Ślizgońska paczka ma coś za rękawami szat.
- Przestańcie – warknęła zdenerwowana Hermiona. – Nie znacie Notta, wiec go nie oczerniajcie. Jestem pewna, że on nie ma z tym nic wspólnego.
Wiedziała, że przyjaciele wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia, ale teraz naprawdę o to nie dbała, ponieważ zaczęła się martwić o Teodora. Kiedy jej odpisywał, że ma parę spraw do załatwienia… czy to miało coś wspólnego z całą tą sprawą? I tak samo Malfoy… widziała go dzisiaj na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. To wszystko się ze sobą wiązało w całość, która niezbyt jej się podobała. Może by się tym tak bardzo nie przejmowała, gdyby nie to, że Nott był jej przyjacielem, a Malfoy… kochankiem bez zobowiązań? Sama nie wiedziała jak można nazwać relację między nimi.
            Rozmowa szybko zeszła na inne tory, a Hermiona starała się wyglądać na wyluzowaną, jakby to, co się stało w ogóle jej nie ruszało. Czasami przyjaciołom udało się ją rozśmieszyć, jednak po paru minutach beztroski problemy znowu wracały. Tak bardzo chciała się zobaczyć z Teodorem, porozmawiać z nim, aby jej wszystko wyjaśnił.
            Wieczorem, kiedy Harry, Ron i Ginny pojechali do Nory, ona oznajmiła, że zajdzie jeszcze do Esów i Floresów, aby zobaczyć, czy pojawiły się jakieś nowe, ciekawe książki. Uliczki zrobiły się puste i ciemne, a oświetlał je tylko blask padający z pobliskich lamp. Przechodząc obok ciemnej uliczki, poczuła, że ktoś ją łapie od tyłu i ciągnie za sobą. Miała zacząć krzyczeć, jednak po chwili oprawca odwrócił ją w swoją stronę.
- Malfoy! – pisnęła, a jej serce waliło jak oszalałe. – Oczy ty jesteś normalny?!
- Coś nie tak, Granger? – uśmiechnął się szelmowsko.
- Myślałam, że umrę ze strachu… - poczuła, że przerażenie powoli ją opuszcza, ustępując miejsca zmęczeniu.
- Też się zmartwiłem, kiedy nie mogłaś się ze mną spotkać… albo jak sam uważam – nie chciałaś.
W jego głosie dosłyszała się nutki wyrzutów i obrazy. Wzięła jeszcze parę wdechów i wydechów, aby się uspokoić i mu nie przywalić, chociaż na to zasługiwał.
- Ty naprawdę myślisz, że spotkam się z facetem, który wysyła mi takie prezenty?! – oburzyła się, a blondyn się roześmiał.
- Pisałem przecież, że to żarty. Granger, czy ty w ogóle nie masz poczucia humoru?
Obrzuciła go wrednym spojrzeniem, jednak po chwili odwróciła wzrok, który wbiła w kamienny chodnik.
- Co robiłeś dzisiaj na Nokturnie? – spytała. Zauważyła jak chłopak cały się napina i wzdycha z niezadowolenia. Nachylił się nad nią, łapiąc za podbródek.
- Czy to takie ważne? Cieszę się, że cię w końcu widzę… - wymruczał jej w usta, jednak dostrzegł hardy wzrok dziewczyny i zaciśnięte wargi. – Granger, nic takiego, naprawdę.
- A może wracałeś po rzeczy, które schowałeś przed przeszukaniem domu? – warknęła, a Malfoy się zdenerwował.
- Rozumiem, że czytałaś artykuł… - jego głos był twardy i stanowczy.
- Owszem. Jeśli masz coś z tym wszystkim wspólnego, to odejdź ode mnie w tej chwili. – odpowiedziała. Nie chciała mieć nic wspólnego z mężczyzną, który mógłby ją ściągnąć na dno.
- Nie potrafię… - nachylił się i pocałował ją w usta, ale Hermiona położyła mu dłonie na torsie i lekko od siebie odsunęła.
- Draco… - wyszeptała, czując jak łzy jej napływają do gardła. – Pytam jeszcze raz… czy masz coś z tym wspólnego?
Spojrzała mu prosto w oczy, a on odwrócił wzrok. To była odpowiedź na jej pytanie. Wysunęła się z jego ramion, zawiedziona, chociaż sama nie wiedząc, czym… Przecież to było oczywiste, Malfoy zawsze był zły...
- To nie tak jak myślisz. – odpowiedział. – Jestem podejrzany, ponieważ jestem najlepszym przyjacielem Blaise’a. Nic nie zrobiłem odkąd Voldemort zginął.
- Dlaczego miałabym ci wierzyć?
- Nie musisz. Zastanawiam się tylko, dlaczego dostałem szansę na bycie aurorem, a teraz ponownie chcą mi to odebrać. Pozwoliłbym wlać w siebie Veritaserum, żeby tylko dali mi wszyscy święty spokój.
Milczała, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć.
- Nie będę mogła teraz pokazywać się w twoim towarzystwie… Chcę jednak, żebyś wiedział, że… ufam ci. Wierzę w to, że ludzie się zmieniają.
Uśmiechnął się delikatnie.
- Postaram się z tego wyjść bez szwanku. Nie mam zamiaru znowu trafić do Azkabanu.
- A co z Isellnar?
- W tym problem… Nie wiem, czy dam radę wrócić ponownie na studia. Nawet jeśli by się udało, to nie mam zamiaru kontynuować nauki.
- Dlaczego? – zdumiała się.
- Odziedziczyłem po ojcu biuro w Ministerstwie Magii. Nie potrzebuję dyplomu, ani dobrej opinii jako auror.
- Przecież marzyłeś o tym…
- Chciałem jedynie pokazać, że się zmieniłem. Ty Granger jesteś stworzona do bycia bohaterką, ludzie kochają takie osoby jak ty. – ponownie ją do siebie przyciągnął, przez co delikatnie się zmieszała. – I muszę przyznać, że twój urok działa również na mnie.
Zaczerwieniła się, ale uśmiechnęła promiennie. Stanęła na palcach, aby go pocałować. Dlaczego? Ponieważ chciała mu pokazać, że mu ufa, że będzie przy nim duchowo, że wierzy, iż mu się uda.
- I to mi się podoba – mruknął, a ona przewróciła oczyma. Odsunęła się od niego.
- Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Nie mogę teraz się z tobą widywać…
- W takim razie, co tutaj jeszcze robisz? – uśmiechnął się szelmowsko. Milczała, obejmując się rękami za ramiona.
- Ciężko jest tak po prostu… odejść. – odpowiedziała. Musiała przyznać, że coraz bardziej pragnęła jego obecności. Żeby po prostu był i nic więcej.
Zamknęła oczy, aby ułatwić sobie sprawę i teleportowała się prosto do Nory, gdzie czekali na nią przyjaciele.

            Wieczór minął w atmosferze śmiechu i wygłupów. Hermionie nawet udało się zapomnieć o wszystkich komplikacjach, które się pojawiły w jej życiu. Wraz z Weasleyami i Harrym wyszli na podwórko, aby porzucać się śnieżkami i wyrzucić gnomy z pobliskich krzaków. George jednak nie przyłączył się do odgnamiania, gdyż zawsze robił to z Fredem, co teraz przywoływało bolesne wspomnienia. Pożegnał się z nimi wcześniej, a kiedy wchodzili po schodach na górę usłyszeli huk wybuchów dobiegających z jego pokoju. Pani Weasley siedziała razem z Fleur przy kominku, popijając herbatę. Fleur delikatnie masowała się ręką po sporym już brzuchu ciążowym. Hermiona czuła się szczęśliwa, mogąc przebywać z tą wspaniałą rodziną. Niestety, nie wiedziała jeszcze, że niedane jej będzie się długo cieszyć tym widokiem.

            Na drugi dzień po umyciu się i zjedzeniu śniadania, Hermiona siedziała razem z Ginny w jej pokoju. Pogoda była śliczna. Słońce wyszło zza chmur i powoli topiło śnieg oraz rozpuszczał sople lodu.
            Ginny wstała z łóżka, słysząc pukanie do okna. Kolejna dostawa najnowszego Proroka Codziennego. Rudowłosa wpuściła sówkę do środka, dała jej trochę karmy i wrzuciła do sakiewki dwa knuty. Rozwinęła gazetę, która wypadła jej z rąk na podłogę.
Hermiona spojrzała na przyjaciółkę ze zmarszczonymi brwiami.
- Coś nie tak?
- Nie wierzę…
- Ginny…?
- Powiedz mi, że to, co zobaczyłam nie jest prawdą! – warknęła Ruda. Hermiona natychmiast zerwała się z łóżka i schyliła się, aby podnieść gazetę. Ręce zaczęły jej drżeć, kiedy dostrzegła w jednej z kolumn zdjęcie swoje i Malfoya… z wczorajszego wieczoru. Na dodatek byli w dosyć dwuznacznej pozycji… Z jednej strony jej ulżyło, ponieważ nie trafili na pierwsze strony, ani nie było zdjęcia ich pocałunku. Z drugiej zaś strony wiedziała, że jej życie właśnie się skończyło.
            Podniosła wzrok znad gazety na przyjaciółkę, która wplotła palce we włosy i patrzyła w podłogę wstrząśnięta do głębi. Hermiona ostrożnie usiadła obok niej.
- Ginny, ja i Malfoy nie jesteśmy razem. – czuła się głupio, mówiąc to, ale zupełnie nic innego nie przyszło jej do głowy.
- Hermiono, owszem, mówiłaś mi, że do czegoś między wami doszło, ale nie wiedziałam, że wciąż to ciągniecie.
- Nie ciągniemy. – mruknęła, ale Ginny jej przerwała.
- Powiedz mi do cholery prawdę.
Hermiona zagryzła wargę.
- Sama nie wiem, co jest prawdą! Właściwie to w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a kiedy znajdziemy się w jednym pomieszczeniu, nie potrafimy się powstrzymać.
- Proszę cię – prychnęła Ginny z dezaprobatą. – Przecież się nienawidzicie, dlaczego więc tak po prostu was do siebie ciągnie?
- Też chciałabym to wiedzieć. Kiedy go widzę budzi się we mnie coś… niepokojącego. Coś nienaturalnego, co sprawia, że nie myślę o niczym ani nikim innym.
Rudowłosa podniosła się z łóżka, kiedy nagle usłyszeli tupot butów po schodach i do ich pokoju wpadli Harry i Ron. Hermiona cała zbladła. Zapomniała o tym, że Harry również płaci za Proroka Codziennego. Była skończona.
- Hermiono, czy ta dziewczyna na zdjęciu to ty, a ten obok to ten szmaciarz?! – zawołał Ron cały czerwony na twarzy. Poczuła, że opuszcza ją cała odwaga.
- Ron, uspokój się.
- Bratasz się z wrogiem! Teraz wszyscy będą uważać, że jesteś z Malfoyem, a nie zapominajmy, że wczoraj ponownie okrzyknięto go przestępcą. – Weasley nie mógł złapać tchu.
- Hermiono, nasza opinia jest zszargana – odrzekł zmarnowany Harry.
- Nie, Harry! – krzyknęła. – To moja reputacja teraz została zepsuta, więc przestań ciągle gadać o sobie! – była tak wściekła, że Harry drugi raz nie otworzył ust.
- Na Merlina, jak to możliwe, że po takim chłopaku jak ja zajęłaś się fretką! Przecież nie jesteśmy do siebie w ogóle podobni, co ty w nim widzisz?! – załamał ręce Ron.
- Ona nie jest z Malfoyem! – krzyknęła Ginny, nie mogąc już wytrzymać tej wymiany zdań.
- A ty skąd wiesz? – zdenerwował się jej brat, patrząc na dziewczynę z wyrzutem.
Hermiona poczuła, że budzi się w niej coś złego… W tej chwili miała ochotę zaatakować Harry’ego i Rona, którzy tak na nią naskoczyli. Z jednej strony im się nie dziwiła, bo nienawidzili Malfoy’a, jednak z drugiej to było jej życie i nikt nie miał prawa mówić jej, co ma z nim robić. Mogła się umawiać z kim chciała i rozmawiać, z kim jej się tylko podobało.
Ginny właśnie tłumaczyła, że to nie jest tak, jak wygląda na zdjęciu. Hermiona była jej wdzięczna za to, że kłamała, aby ją ratować przed Ronem, mimo iż sama była wstrząśnięta i zapewne nie miała ochoty widzieć Hermiony na oczy.
            Gryfonka wstała z łóżka, żeby podejść do szafy i spakować ciuchy. Wiedziała, że nie wytrzyma tutaj ani sekundy dłużej. Musiała się usunąć w cień, dopóki przyjaciołom nie przejdzie i nie będą mogli normalnie porozmawiać. Ron jednak złapał ją mocno za ramię, aby nigdzie się nie ruszała.
- Zostaw mnie! – warknęła, próbując się wyrwać.
- Masz w tej chwili zerwać wszelkie kontakty z Malfoyem i tym całym Nottem! – rozkazał, a Hermionie zwęziły się źrenice. Nienawidziła, kiedy ktoś jej mówił, co ma robić.
- Nie. Ma. Mowy. – odpowiedziała groźnie, patrząc mu prowokująco w oczy.
- Co się z tobą stało?! To przestępcy, Hermiono!
- Nie mów tak o nim, bo sam nie jesteś święty!
- Ach tak? Proszę bardzo, przełaź sobie na ich stronę, zdrajczyni! – odepchnął ją tak, że się zatoczyła. Ginny zakryła usta dłońmi, a Harry wykrzyczał coś do Rona.
            Poczuła, że krew się w niej zagotowała, a mózg nakazywał jak najszybciej uderzyć Rona Weasley’a. Nie słyszała już nic innego, tylko szum w uszach i bicie własnego serca.
Zranić.
Tylko tyle chciała.
Rzuciła się na przyjaciela, popychając go na ścianę i zadając cios prosto w brzuch, a potem w policzek z pięści.
Zadać jeszcze więcej bólu.
Harry ze wszystkich sił próbował ją odciągnąć, jednak udało mu się to dopiero przy pomocy Ginny. Dopiero wtedy Hermiona odzyskała świadomość. Popatrzyła na swoje drżące dłonie i Rona, który wypluł krew z ust.
- Wynoś się. – mruknął, a po chwili zakaszlał okropnie. Hermiona złapała jedynie za różdżkę, zapominając o wszystkich swoich rzeczach i teleportowała się jak najdalej od Nory.

              Nie mogła uwierzyć w to, co zrobiła. Jak mogła zaatakować własnego przyjaciela? Co w nią wstąpiło?! Teraz właściwie nie pamiętała już, co takiego się wydarzyło, jak przez mgłę widziała obraz Rona, jako swojej ofiary, a chwilę później nie mogła już sobie tego nawet wyobrazić. Zdała sobie sprawę, że stoi w spodniach i sweterku na mrozie. Dookoła niej leżał śnieg. Łzy zaczęły cisnąć jej się do oczu. Cóż ona uczyniła…
              Wróciła z powrotem do domu, ciesząc się, że rodziców nie ma w środku. Popłukała twarz zimną wodą i popatrzyła w lusterko. Oczy miała zaczerwienione od płaczu, ale poza tym wyglądała tak jak zawsze. Brązowe włosy okalały jej twarz, która wyglądała tak niewinnie… Skąd więc znalazła w sobie tyle agresji?
              Musiała napisać list do każdego przyjaciela z osobna, gdzie przeprosi za swoje zachowanie i wytłumaczy im wszystko. Zasługiwali na to i nawet jeśli się do niej nie odezwą, to zrozumie to. Wyciągnęła z biurka pergamin, pióro i atrament i usiadła. Atrament mieszał się z jej łzami, przez co pergamin wyglądał marnie, jednak nie zwracała na to uwagi. Zamoczyła pióro w kałamarzu i wróciła do pisania.

~~~~~~~~~~~~~~
Notka dość krótka, ale będę się powoli rozkręcać. W końcu dało mi się ją napisać, po wielu trudnościach. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się w następny weekend i będę mogła wrócić do normy ;)
Pozdrawiam
Sheireen ♥