sobota, 26 września 2015

Prawda



 Moi kochani czytelnicy!
Najmocniej przepraszam za tak długą nieobecność. Ten rozdział pisałam trzy razy i wciąż nie jestem zbytnio z niego zadowolona, jednak uważam, że czekacie już zbyt długo. Drugą sprawą jest moje liceum, które dopiero rozpoczęłam. Potrzebowałam trochę czasu do zapoznania się z moim nowym światem. Godziny, o których kończą mi się lekcje też nie są zbyt wygodne, ponieważ zazwyczaj wracam do domu po 16-17. 
Nie mam pojęcia, kiedy będzie nowy rozdział, ale postaram się dodać w następny weekend. 
Pozdrawiam i zapraszam do czytania 
Sheireen ♥

            Teodora zbudziło pukanie do drzwi. Przeciągnął się i rozejrzał po pokoju. Spodziewał się, że jak co dzień będzie pusty, a on obudzi się w swoim wygodnym łóżku, jednak dzisiejszy poranek go zaskoczył.
Leżał na kanapie pod kocem, a w jego łóżku leżała Hermiona. Wczoraj zemdlała, osłabiona mocą eliksiru, więc postanowił położyć ją u siebie. Wciąż miała na sobie lekką, czerwoną sukienkę, w której wczoraj była na imprezie. Jej rozczochrane włosy walały się po całej jego poduszce. Spała spokojnie, a on musiał przyznać, że już dawno nie miał tak pozytywnego poranku.
Jego przemyślenia przerwał kolejny łomot do drzwi. Zdenerwował się. Kto śmiał zakłócać jego spokój o tak wczesnej porze? Wstał z kanapy i podszedł do drzwi, aby je otworzyć. Na progu stała ta zgryźliwa przyjaciółka Hermiony, Ginny Weasley.
- Gdzie jest Hermiona? - spytała od razu, gdy tylko przed nią stanął.
- Dlaczego niby miałbym wiedzieć, gdzie się podziewa? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Policzki Ginny przybrały już krasowy kolor.
- Skoro nie ma jej ani w dormitorium, ani w bibliotece, to gdzie indziej miałaby się znajdować?
- A nie pomyślałaś, że może miała dość wścibskiego nosa swojej przyjaciółki i poszła gdzieś ochłonąć? - powiedział Teodor z kpiącym uśmieszkiem, na co Ginny spojrzała na niego z wściekłością.
- Chce wiedzieć, gdzie jest moja przyjaciółka. Nie wróciła na noc, nigdzie jej dzisiaj nie widziałam, dlatego mów, gdzie ona jest. - rozkazała Ginny, unosząc głos i zaglądając przez jego ramię w nadziei, że ujrzy Hermionę.
- O tej porze zwykłem spać, a nie odpowiadać na pytania, także żegnam - mruknął Teodor, ziewając delikatnie. W oczach rudowłosej dostrzegł dziwny błysk satysfakcji.
- Czekaj, czekaj. Nie przejąłeś się w ogóle, kiedy powiedziałam, że nie wróciła na noc... - spostrzegła Ginny z dziwnym uśmieszkiem. Nott tylko popatrzył na nią z góry, czekając aż kontynuuje swoją wypowiedź. - Jest u ciebie, prawda?
- Prawda - odrzekł krótko, nie mając ochoty na dalszą rozmowę.
- Chcę się zobaczyć z Hermioną - wtrąciła Ginny i ruszyła naprzód, ale Teodor nie pozwolił jej przestąpić progu swojego dormitorium.
- Nie wpuszczam niepożądanych do swojej rezydencji - powiedział zgryźliwie, patrząc na nią z góry. Rudowłosa wyglądała już jak niezwykle dojrzała czereśnia. Nie przepadał za Gryfonami, szczególnie takimi, którzy się panoszyli i uważali, że im wszystko wolno. A Weasley'ówna należała właśnie do takich osób.
Dziewczyna spojrzała na niego z oburzeniem.
- Hermiona będzie wściekła.
- Nie sądzę. - odpowiedział krótko. - Ta noc była dla nas obojga trudna i wyczerpująca, także chcemy mieć trochę czasu na ogarnięcie się. Nie potrzebujemy wścibskiej przyjaciółki. - emanowała z niego taka zniewaga i pewność siebie, iż Ginny miała ochotę trzasnąć go w twarz.
- Jesteś odrażający - skrzywiła się i obrzuciła zniesmaczonym wzrokiem.
- Wzajemnie - warknął Teodor i zatrzasnął jej drzwi przed nosem. Nienawidził wścibskich ludzi, a denerwowanie ich tylko poprawiało mu humor. Musiał przyznać, że dzisiejszy ranek zapowiadał się znakomicie.

            Hermiona przetarła oczy i przeciągnęła się, gotowa ujrzeć swoje dormitorium, jednak coś jej nie pasowało. Zdecydowanie nie spała w swoim łóżku, a na sobie wciąż miała czerwoną imprezową sukienkę. Co na Merlina się stało?
            Usiadła na łóżku, kiedy nagle z łazienki wyszedł Teodor Nott. Musiała przyznać, że świetnie wyglądał w białej koszuli i tych swoich zmierzwionych czarnych włosach.  Emanował taką sympatią, iż nie potrafiła źle o nim myśleć. Wiedziała oczywiście, że nie jest dla każdego miły, a sam fakt, że była jedną z nielicznym osób, które do siebie dopuszczał, jeszcze bardziej poprawiały jej humor.
- Proszę, proszę. Któż to się obudził - uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest. - Jak się dzisiaj czujesz?
- W porządku, jednak... - przerwała na chwilę i ściągnęła brwi, mocno nad czymś myśląc. - Niewiele pamiętam z wczorajszego wieczoru. Tylko jakieś przebłyski. Nie wiem nawet, jakim cudem znalazłam się w twoim łóżku.
Teodor nagle spoważniał, jednak zdawało się, jakby powstrzymywał się od odpowiedzi na to pytanie.
- Pójdź ogarnąć się do łazienki, może prysznic ci pomoże przypomnieć sobie o... paru sprawach - podszedł do biblioteczki i wyciągnął z niej jakiś opasły tom. Zdawał się być przygnębiony. Hermiona zastanawiała się, co też go gryzie, jednak bez słowa podeszła do drzwi.
- Gdzie się wybierasz? - zdziwił się Teodor, widząc, że ma zamiar wyjść z dormitorium.
- Do swojej łazienki, aby wziąć kąpiel. - odpowiedziała, jakby to było oczywiste.
- Tutaj także możesz, później chcę z tobą porozmawiać. - mruknął pod nosem, wciąż czytając książkę. Hermiona spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Nie mam swoich rzeczy - powiedziała.
- Jest tam wszystko, czego potrzebujesz.
            Nie za bardzo go rozumiejąc, Hermiona stanęła w drzwiach do łazienki i rozejrzała się po niej. Szczęka opadła jej ze zdziwienia, gdy zobaczyła wszystkie swoje kosmetyki i ciuchy. Odwróciła się w stronę Teodora.
- Jak...?
- Żyjemy w świecie pełnym magii, a ja lubię zaskakiwać. - powiedział tajemniczo i usiadł w fotelu z książką. Potrząsnęła głową, nie bardzo wiedząc, co o tym wszystkim myśleć i wkroczyła z powrotem do łazienki. Rozebrała się i weszła pod prysznic, próbując sobie wszystko przypomnieć. Zawsze najlepiej myślało jej się pod prysznicem, dlaczego więc teraz nic nie świtało w jej głowie? Pamiętała taniec z Malfoyem i to, że poszła się napić piwa kremowego, a potem... potem film się urywał.
            Zirytowana wyszła spod prysznica i ubrała się w spodnie i bluzkę na ramiączkach, która magicznym sposobem znalazła się w pokoju Teodora. Domyśliła się, iż chłopak musiał użyć zaklęcia przywołującego dane rzeczy, a jako że był inteligentnym czarodziejem, nie wątpiła w sukces jego starań. Związała włosy w warkocza, który nie był zbytnio udany. Nie miała przy sobie różdżki, którą zostawiła na szafce nocnej przed imprezą, więc nie mogła się nią posłużyć do związania włosów. Przemyła twarz i wyszczotkowała zęby. Podniosła swoją sukienkę z podłogi, aby ją złożyć, kiedy nagle do jej nozdrzy dostał się dość znany zapach.
Zamknęła oczy i powąchała z powrotem swoją sukienkę. Poznała w nim swoje perfumy połączone z perfumami Teodora. Zmarszczyła czoło i nagle sobie przypomniała.
- O cholera... - mruknęła pod nosem, ale mimo to uśmiechnęła się. Gdyby nie dziwne czary, pod którymi się wczoraj znalazła, nigdy nie miałaby odwagi, aby to uczynić, ale teraz... Teraz, kiedy zrobiła pierwszy krok... Musiała porozmawiać z Teodorem, ponieważ zdecydowanie mieli sobie dużo do powiedzenia.
            Otworzyła drzwi do łazienki z uśmiechem na twarzy. Nott odłożył książkę i spojrzał na nią z powagą, która bez wątpienia malowała się na jego twarzy. Podniósł brew w pytającym geście i po chwili wstał z fotela.
- I jak... pamiętasz? - spytał ostrożnie. Pokiwała radośnie głową, nie mogąc przestać się uśmiechać. - Wszystko?
- Tak mi się wydaje - odpowiedziała, podchodząc do niego bliżej. - Ale muszę wiedzieć jedno - w jej głosie usłyszał stanowczość.
- Co takiego?
- Jeśli przez to, co się wczoraj między nami wydarzyło, ucierpi nasza przyjaźń... - zaczęła, jednak Teodor przyciągnął ją do siebie i pocałował, tym samym przerywając jej wypowiedź. Najchętniej poddałaby się mu, ale musiała coś wyjaśnić, dlatego odsunęła się od niego.
- Posłuchaj - powiedziała, ale tym razem to Teodor się odezwał.
- To ty posłuchaj, Hermiono - orzekł stanowczo. - Chcę tego spróbować, może akurat nam się uda.
- Ale nasza przyjaźń... - dziewczyna wciąż miała wątpliwości.
- Jeżeli coś złego zacznie się dziać, jeśli się okaże, że to nie jest to, czego szukamy, to przerwiemy i wciąż będziemy przyjaciółmi. - położył jej dłoń na policzku i ponownie pocałował.
- To brzmi łatwo, ale rzadko kiedy tak jest - wyszeptała. - Co jeśli...
- Już w to weszliśmy. Nie ma drogi powrotnej, Hermiono, stało się. Czas pokaże...
            Nie dyskutowali już więcej, ponieważ w tej chwili nie potrafili myśleć o niczym innym jak tylko o swoich ustach. Może i nie należała do dziewczyn, dla których posiadanie chłopaka było podstawową potrzebą życiową, jednak poczuła, że coś właśnie dodało jej skrzydeł. Tęskniła za tym uczuciem i posiadaniem drugiej osoby, z którą byłaby tak blisko. Żadne uczucie, żaden przyjaciel lub przyjaciółka nie mogli tego zastąpić.
            Kolejne pukanie do drzwi sprawiło, że Hermiona odskoczyła od Teodora jak oparzona. Chłopak natomiast przeklął paskudnie pod nosem i podszedł do drzwi.
- Co znowu? - warknął.
- Dość tego, Nott, chcę się zobaczyć z Hermioną! - usłyszała głos Ginny, która jakimś cudem wyminęła Teodora i wpadła do jego dormitorium z furią, lecz kiedy tylko dostrzegła Hermionę, całą i zdrową, od razu złość ustąpiła uldze.
- Och, dzięki Merlinowi! - Ginny przytuliła przyjaciółkę, która była zaskoczona tym nagłym powitaniem. - Żyjesz? Ten łajdak nic ci nie zrobił?
- Łajdak? - powtórzyła zdezorientowana Hermiona.
- Mówię ci - Ginny ściszyła głos i powiedziała jej do ucha. - Jest bezczelny, wredny i nie pozwolił mi się z tobą zobaczyć.
Hermiona dostrzegła jak Teodora przedrzeźnia jej przyjaciółkę za plecami i wywraca oczyma. Powstrzymała się od parsknięcia śmiechem, by nie zrazić do siebie Ginny.
- Skoro mówimy o bezczelności, to porozmawiajmy o tym, że wtargnęłaś tutaj zupełnie nieproszona - Nott stanął obok nich, spojrzał chłodno na Ginny, która była śmiesznie mała przy jego wzroście. Złapał ją za ramię, próbując wyprowadzić z dormitorium, ale ruda się wyrwała.
- Sama potrafię chodzić! - krzyknęła oburzona. - Nie waż się mnie dotykać. Hermiono, wychodzimy - nakręciła się Ginny i złapała ją za rękę, ciągnąc w stronę drzwi. - Nie pozwolę ci przebywać w towarzystwie takiego kretyna jak on.
- Mów za siebie, Weasley - warknął Nott.
- Przestańcie obydwoje - rozkazała Hermiona. - Zaczekaj chwilkę, Ginny, zaraz do ciebie przyjdę.
            Ginny wyszła z dormitorium, trzaskając za sobą drzwiami. Nott wydawał się być wyprowadzony z równowagi, ale zobaczył wzrok Hermiony i uspokoił się. Przynajmniej troszeczkę.
- Pewnie cię zabije, jak jej o nas powiesz - powiedział, a Hermiona zagryzła delikatnie wargę.
- Wiem... Bądź dla niej milszy, proszę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo działa mi na nerwy - westchnął gniewnie, a Hermiona uśmiechnęła się do niego.
- Przynajmniej się postaraj.
Wywrócił oczyma.
- Niech będzie.
- Dziękuję - powiedziała Hermiona i wyszła, zostawiając go samego.

            Hermiona siedziała w pokoju wspólnym. Już dawno przestała borykać się z myślami, czy ma powiedzieć teraz Ginny o swojej decyzji. Ona i Teodor... owszem, był dla niej jak przyjaciel i niezastąpiony towarzysz, dlatego oboje pomyśleli, iż mogą spróbować sprawdzić się jako para. Nie widziała w tym nic złego, a gdyby się udało... Mogłaby w końcu stworzyć coś trwałego, co ma jakąkolwiek przyszłość. W sercu jednak wciąż czuła niepokój. Co jeśli ta próba zniszczy ich przyjaźń? Bardzo tego nie chciała.
            Wpatrywała się w strugi deszczu za oknem. Październik już dawno nie był tak brzydkim i pochmurnym miesiącem. Siedziała z książką otwartą na kolanach, jednak nie potrafiła się skupić na nauce, co niezwykle ją irytowało. Kręciła włosy dookoła palca i intensywnie myślała. Nie mogła dać sobie spokoju z tym, co się wydarzyło na imprezie. Ciarki przechodziły ją za każdym razem, kiedy sobie przypominała o tańcu z Malfoyem. I wcale nie podobało jej się to, iż nie było to uczucie wstrętu.
           
            Siedzieli razem w jego dormitorium. Kolejne korepetycje w żaden sposób nie poprawiały jej nastroju, jednak cieszyła się z brzydkiej pogody na dworze, ponieważ nigdy nie byłaby w stanie usiedzieć z nim w jednym pokoju, kiedy za oknem prażyłoby słońce.
Przyglądała się jak Malfoy usiłuje rozwiązać jakieś skomplikowane zadanie z numerologii. Ostatnimi czasy bardzo się poprawił, co ucieszyło Hermionę. Im lepsze były jego wyniki, tym krócej czasu musiała z nim siedzieć. Uczenie go sprawiało jej nawet przyjemność. Oczywiście, kiedy się nie kłócili, czyli tylko przez jedną trzecią spędzonego czasu.
- Coś ty taka zadowolona, Granger? - Malfoy najwidoczniej spostrzegł błąkający się po jej twarzy uśmiech, gdy skończył rozwiązywać zadanie. Hermiona od razu odgoniła od siebie myśl o Teodorze, a rozmarzenie ustąpiło powadze.
- Mam ku temu powody. Skończyłeś już? - próbowała zmienić temat, ale Malfoy nie dał się tak łatwo odczepić.
- Jakie powody? - wciąż najwidoczniej był bardzo zainteresowany.
- Od kiedy obchodzi cię moje prywatne życie? - zirytowała się Hermiona. Wyrwała mu zeszyt i sprawdziła zadanie, mając nadzieję, że popełnił błąd, aby mu go wytknąć. Niestety, zadanie wykonał bezbłędnie, więc nie miała się czego uczepić.
- Czasami zdarza mi się zainteresować takimi ludźmi jak ty, Granger.
Prychnęła.
- Naprawdę, Malfoy, wierz mi, że nie potrzebuję twojej uwagi.
- Nie przyszło ci do głowy, że chciałbym nawiązać jakiś kontakt z tobą, szczotko?
Spojrzała na niego z podniesioną brwią i zaśmiała się.
- W jakim celu?
- Przydałoby się poznać bliżej osobę, z którą przesiaduję godzinę dziennie.
- W takim razie mam dla ciebie dobrą wiadomość, bo już nie musisz - Hermiona podłożyła mu pod nos arkusz z zadaniami, na których uzyskał bezbłędny wynik. - Nasze korepetycje uważam za skończone.
            Wstała z krzesła i zarzuciła na swoje odsłonięte ramiona sweterek, zbierając się do wyjścia z jego pokoju. Musiała się przygotować do wyjazdu do domu na tydzień, ponieważ dostali tydzień na spędzenie czasu z rodziną. Dzisiaj po uczcie Halloweenowej kładli się spać, aby z samego rana zdążyć na pociąg z Isellnar do Anglii.
- Nie sądzę. - odezwał się i również wstał. Spojrzała na niego, ale on tylko tajemniczo się uśmiechnął.
- Co masz na myśli?
- Szybko zatęsknisz, Granger.
- Z pewnością - prychnęła i ruszyła się z miejsca, podchodząc do drzwi. Położyła dłoń na klamce, ale ponownie zatrzymał ją jego magnetyzujący głos.
- Nie będziesz mnie widziała cały tydzień, skarbie. - zażartował.
- Moje oczy są za to wdzięczne Merlinowi.
- Nie uważasz, że jako tak dobry uczeń zasługuję na jakąś nagrodę?
- Czy sam fakt, że szlama nie będzie już przesiadywała w twoim pokoju, nie jest wystarczającą nagrodą? - zdziwiła się.
            Nagle do dormitorium wszedł Zabini Blaise. Spojrzał na nią z satysfakcją wymalowaną na twarzy.
- Witaj, Granger. Jak tam nocka? Piwo kremowe bardzo dało o sobie znać? - uśmiechnął się wrednie, a Hermionie serce stanęło przez sekundę. Wszystko było jasne. Nagle wszystkie elementy niezrozumiałej układanki ułożyły się w pewną całość, która była tak oczywista. Dlaczego wcześniej tego ze sobą nie powiązała?
- Ty... - syknęła.
- Pewnie, że ja, szlamciu - usiadł zadowolony na łóżku i spojrzał na nią wrednie. - Naprawdę byłaś aż tak naiwna i myślałaś, że chciałbym się pogodzić z kimś takim jak ty?
- Wiedziałam, że nie masz szczerych intencji - odpowiedziała mu.
- Szkoda, że tak szybko się zmyłaś z imprezy. Miałem trochę planów, co do ciebie i myślę, że Draco też. Takiego upokorzenia na pewno byś nie zapomniała.
- Jesteś potworem, Zabini - skrzywiła się Hermiona i spojrzała na Malfoya. - A ty wcale nie jesteś lepszy. - warknęła i wyszła z jego dormitorium, trzaskając drzwiami.
            Ruszyła szybkim krokiem przez korytarz. Usłyszała za sobą jak ktoś wychodzi za nią.
- Granger! Czekaj!
Nie miała takiego zamiaru. Przyśpieszyła kroku i w ułamku sekundy przecisnęła się przez pokój wspólny, znajdując się poza zasięgiem innych osób. Nie miała ochoty rozmawiać z Malfoyem i słuchać jego tłumaczeń i kłamstw. Wątpiła, aby chłopak poszedł za nią dalej, dlatego spokojnie szła korytarzem, kiedy nagle usłyszała za sobą jego głos.
- Czy ty nie rozumiesz słowa "Czekaj"?!
Zatrzymała się i odwróciła gwałtownie w jego stronę.
- A czemu niby miałabym czekać?
- Może dlatego, aby wytłumaczyć mi, o co w tym wszystkim chodzi? - podszedł do niej, a w jego głosie słychać było napięcie.
- Nie udawaj głupiego. - warknęła Hermiona. Patrzyła na niego z dołu. Nieznosiła tego, że była niższa i musiała lekko unosić wzrok, aby spojrzeć mu w oczy. Skrzyżowała ręce na piersiach, przyjmując ofensywną postawę.
- O czym mówił Blaise?
- Przyznaj się, że tańczyłeś ze mną tylko po to, aby on mógł dolać mi tego specyfiku do napoju.
- Jakiego specyfiku, do jakiego napoju?
Westchnęła i machnęła na niego ręką, aby po chwili odwrócić się i ruszyć dalej korytarzem. Usłyszała kroki chłopaka i po chwili jego mocny uścisk na ramieniu.
- Do cholery, dziewczyno, czy ty jesteś głucha?!
- Zostaw mnie - wyszarpała się z jego uścisku, ale ledwo to zrobiła, aby od niego odejść, ponownie ją schwytał i postawił przed sobą.
- Zostałem oskarżony o coś, o czym nie mam pojęcia, dlatego ŻĄDAM wyjaśnień.
- Chcesz powiedzieć, że nie masz zielonego pojęcia o tym, co Zabini zrobił? - zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem.
- Był prawie przez cały czas ze mną, nie widziałem go tylko wtedy, kiedy ze sobą tańczyliśmy.
- I akurat w tym czasie dolał mi trucizny do piwa kremowego, a ty niby nie masz o tym zielonego pojęcia... - zakpiła, ale natychmiast spoważniała, kiedy zobaczyła wściekłą minę Malfoya.
- CO ZROBIŁ?!
- Ty naprawdę o tym nie wiedziałeś... - szepnęła sama do siebie. Malfoy puścił ją, a Hermiona dopiero teraz poczuła, jak bardzo bolał ją jego uścisk.
- Przyjmij do wiadomości, Granger, że od dawna nie chcę mieć do czynienia z takimi rzeczami. Nigdy bym nikogo nie otruł, ani nie działałbym w takich spiskach.
- Wydaje mi się, albo to twoją robotą było otrucie Rona i prawie wysłanie na tamten Świat Katie Bell? - mruknęła pod nosem Hermiona, jednak natychmiast tego pożałowała.
            Malfoy spojrzał na nią tak, że zmroziło jej krew w żyłach. Podszedł do niej niebezpiecznie blisko, a ona wycofała się pod ścianę. Może i zachowała się jak największy tchórz, cofając się przed Malfoyem, ale każdy widząc jego twarz by tak uczynił.
- Wiesz, Granger, czego nienawidzę w niektórych ludziach? - jego głos był cichy, a jednocześnie wypełnił każdy cal jej ciała. - Tego, że nie dają drugiej szansy i nie wierzą w zmianę drugiego człowieka.
Spuściła wzrok, nie mogąc dłużeć patrzeć w jego piękne, lecz przerażające oczy.
- Myślałem, że kto jak kto, ale ty jesteś jedną z nielicznych, które wierzą w dobrą stronę drugiego człowieka. Czy może się myliłem?
Najwyraźniej oczekiwał od niej odpowiedzi, ale Hermiona czuła, że jej gardło jest zaciśnięte. W końcu udało jej się wymamrotać:
- Nie mam pojęcia...
Malfoy odsunął się od niej, a Hermiona od razu poczuła się wolniejsza. Wzięła głębszy oddech.
- Nie oceniaj mnie, jeśli nie znasz samej siebie.
- Malfoy... - głos jej się załamał. Wiedziała, że nie postąpiła słusznie, wypominając mu jego okropną przeszłość. Nie dziwiła mu się, że tak zareagował. Po wojnie każdy stracił część siebie. Pustka i uszczerbek na psychice nawet po długim okresie czasu był nie do naprawienia.
- Na przyszłość wiedz, że nie uczestniczę już w takich rzeczach i nie mam zamiaru nikogo skrzywdzić. A tym bardziej ciebie.
Zamarła, a po jej ciele przeszedł dreszcz.
- Miłej uczty i pobytu w prawdziwym domu, Granger. - podkreślił i odwrócił się, aby zniknąć w ciemnościach innych korytarzy.
            Chciała za nim pobiec, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Chciała krzyczeć, ale głos zamarł jej w gardle. Chciała przeprosić, ale było już za późno. Zacisnęła mocno powieki i przeklęła samą siebie w myślach. Musiała jednak wracać do dormitorium, aby się przygotować do jutrzejszego wyjazdu.
            Kiedy przechodziła przez pokój wspólny rozejrzała się, aby zobaczyć, czy Malfoy wrócił z powrotem. Owszem, siedział razem z przyjaciółmi, którzy rozmawiali, jednak wydawał się być jakiś zamyślony. Nie zwracał nawet uwagi na to, że Pansy Parkinson coraz bliżej niego siedziała, wykorzystując jego duchową nieobecność.
            Weszła do pokoju, w którym Ginny i Luna siedziały i zajadały się słodyczami czarodziejów. Gdy tylko znalazła się w środku od razu zaproponowały jej, aby się przysiadła, jednak nie była w humorze. Odmówiła grzecznie i podeszła do szafy, aby wyjąć parę ciuchów, z którymi chciała wrócić do domu na tydzień. Ginny najwidoczniej zauważyła, że coś jest nie w porządku, ponieważ przyglądała jej się uważnie. Nie miała odwagi zapytać się, o co chodzi przy Lunie.
Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, Hermiona automatycznie zerwała się, aby otworzyć. Przed nią stała uśmiechnięta Catherine.
- Witaj, kochanie. Jak samopoczucie?
- W porządku - Hermiona uśmiechnęła się lekko na jej widok. Dawno nie miały okazji do rozmowy. - Co cię do nas sprowadza?
- Oddaję spinkę. Przepraszam, że dopiero teraz, jednak ciągle zapomniałam jej zabrać z pokoju.
- Nie szkodzi - powiedziała Hermiona, odbierając pożyczoną spinkę i wrzucając ją do swojej malutkiej kosmetyczki. - Coś ostatnio w ogóle nie masz czasu, Cath - uśmiechnęła się Hermiona. Jak randka z tym tajemniczym nieznajomym? - spytała cicho, aby siedzące niedaleko dziewczyny nie dosłyszały. Nie miała pojęcia, czy Catherine powiedziała o tym Ginny.
- Może przejdziemy się i porozmawiamy?
- Jasne, poczekaj chwilkę - Gryfonka zgarnęła sweterek, który leżał na wierzchu w kufrze i zarzuciła na siebie.
            Ku oczekiwaniu Hermiony nie wyszły na błonia, tylko usiadły na dziedzińcu przed szkołą. Wieczór był chłodny i niebo powoli ciemniało, rzucając ponure cienie na zamek. Lekki wiatr rozwiewał loki dziewczyn. W świetle pochodni, które już się zapaliły, skóra Hermiony była niezdrowo blada w porównaniu z oliwkową cerą Catherine. Nigdy nie uważała się za atrakcyjną dziewczynę, a przy czarnowłosej piękności zupełnie traciła pewność siebie.
- Kim jest twój książę z bajki? - zagadnęła ją Hermiona.
- Wolałabym na razie o nim nie mówić... - uśmiechnęła się delikatnie Cathrine.
- Coś z nim nie tak? - zdziwiła się szatynka.
- Och, nie. Jest cudowny... jedyny w swoim rodzaju. - na jej twarz wkradł się rozmarzony uśmiech, a myślami wydawała się błądzić w obłokach. - A u ciebie jak? Malfoy wciąż jest baranim łbem na korepetycjach?
Roześmiała się.
- Właśnie dzisiaj je zakończyliśmy, bo radzi sobie bardzo dobrze i już mnie nie potrzebuje.
- Jestem innego zdania... - mruknęła pod nosem Cath, jednak szybko skończyła swoją myśl.
- Słucham? - Hermiona zmarszczyła brwi, niedosłysząc przyjaciółki. Mocniej owinęła się sweterkiem, kiedy zerwał się mocny wiatr. Jakichś dwoje uczniów wracało szybko z błoni, aby schronić się w ciepłych murach Isellnar.
- Może też powinnyśmy wrócić? - zaproponowała Catherine, dygocząc z zimna. - Wyjście nie było dobrym pomysłem, a za chwilę rozpocznie się uczta Halloweenowa. - uśmiechnęła się i wstała z ławeczki.




piątek, 28 sierpnia 2015

Nieoczekiwany obrót spraw

Rozdział trochę dłuższy niż inne, ale zamieściłam w nim wszystko, co chciałam zamieścić. Wróciłam z wakacji z głową pełną pomysłów. Nie dodawałam notki, ponieważ nie była gotowa, a musiałam pozałatwiać sprawy związane ze szkołą, dlatego cały proces się przedłużył. Zostawiam Was z nią, a sama idę przyszykować się do oglądania ostatniej części Harry'ego Pottera, która zacznie się już o 20. Pewnie znowu poryczę się jak bóbr, ostatnia część jest niezwykle poruszająca. A wy? Będziecie oglądać? ;)
Pozdrawiam
Sheireen ♥

Hermiona weszła z uniesioną głową na arenę pojedynków. Była pewna swej wygranej, nie z takimi osobami walczyła, a ten osobnik już za bardzo zaszedł jej za skórę. Nie mogła pozwolić mu wygrać. Wytężyła swoją uwagę, jej oczy śledziły każdy jego ruch, słyszała bicie serca.
- Proszę przygotować się do pojedynku! - zawołał McKinley, ich nauczyciel obrony przed czarną magią. Malfoy uśmiechnął się do niej szczerze, ale ona wiedziała, że tylko czeka na jej potknięcie.
Gdy tylko dostali sygnał, zaczęli rzucać w siebie zaklęciami. Hermiona broniła się, jednak bardziej skupiała swoją uwagę na atakowaniu. Denerwowało ją to, że Malfoy najwidoczniej doskonale się bawił, ponieważ z jego twarzy nie schodził kpiący uśmieszek, co jeszcze bardziej ją podjudzało. Słyszała przyjaciół, którzy jej kibicowali i szyderstwa osób, które były przeciwko niej.
Kolorowe promienie zaklęć latały i odbijały się od tarcz, atakując ich zaciekle. Malfoy najwidoczniej również sobie obrał za punkt honoru to, aby ją pokonać. Uśmiech zniknął z jego twarzy, która skrzywiła się w poirytowania. Napierał coraz mocniej aż w końcu...
Hermiona poczuła jak upada na podłogę, a różdżka wyskakuje z jej ręki. Widziała niczym w spowolnionym czasie jak jej źródło mocy leci w powietrzu i wskakuje prosto do rąk Malfoya. W całej sali zapadło milczenie, aż w końcu wiwat Ślizgonów i przyjaciół jej przeciwnika wypełnił salę.
Nie mogła w to uwierzyć...
To nie mogła być prawda...
Właśnie została pokonana w pojedynku przez... przez... Draco Malfoya.
Chłopak podszedł do niej i podał rękę, aby pomóc jej się podnieść z posadzki, ale ona nie miała zamiaru go dotykać. Palące poczucie przegranej wypełniło jej ciało. Co się z nią stało? Dlaczego przegrała?
Podniosła się o własnych siłach i wyrwała różdżkę blondynowi, który popatrzył na nią z rozbawieniem. Zeszli z areny, a ich miejsce zajął Ron z Catherine. Już po chwili dało się słyszeć świst latających nad głowami zaklęć.
- Bardzo miło się walczyło, Granger. - odparł Malfoy, podążając jej tropem.
- Jestem zaskoczona, że wygrałeś, nie oszukując przy tym. - w jej głosie słychać było złość. Owszem, była wściekła. Na to, że dała się pokonać, że utraciła swój honor.
- Tego nie możesz być pewna - mruknął cicho i odwrócił się, aby dołączyć do swojej paczki.
Hermiona podeszła do Harry'ego, nie mogąc spojrzeć nikomu w oczy.
- Byłem święcie przekonany, że wygrasz! Co się stało? - spytał Harry, nie mogąc uwierzyć, że jego niezwykle utalentowana przyjaciółka przegrała.
- Chyba byłam zbyt pewna siebie... - wyjąkała Hermiona, czując jak łzy napływają jej do oczu. To upokorzenie było zbyt wielkie... Nie chciała się jednak popłakać przy całej grupie. Kibicowała Ronowi, który dzisiaj miał dobrą passę i pokonał dwóch zawodników. Przynajmniej jemu się udało, co podniosło ją na duchu. Do czasu...
Kiedy na końcu zajęć pojawiła się tablica z najlepszymi zawodnikami, mina jej zrzedła. Harry wciąż zajmował swoje zasłużone pierwsze miejsce, Malfoy wysunął się na drugie, a Ron na trzecie. Natomiast ona spadła z drugiego na czwarte... Jak mogła do tego doprowadzić?!
Gdy tylko zabrzmiały dzwony zwiastujące koniec zajęć, wybiegła z klasy pojedynków. Nie kierowała się w stronę szkoły, tylko pobiegła w stronę jeziora, by usiąść pod jakimś drzewem. Kiedy szła szybkim krokiem, z jej oczu zaczęły płynąć łzy wielkie jak groch. Dostąpiła upokorzenia jak nigdy wcześniej, ale było coś, co bolało ją zdecydowanie bardziej. Malfoy miał rację. Obrażała się na cały świat kiedy ktoś był lepszy od niej. Wyszła na arenę z przekonaniem, iż wygra, wiedziała, że jest zbyt dobra. Skupiła się na tym tak bardzo, że nie dostrzegła tego, jak każdy dookoła niej staje się coraz lepszy. Wytarła ściekające łzy ręką, wściekła, że wciąż płyną.
Usłyszała kroki i odwróciła się. Przeklęła pod nosem. Harry i Ron szli w jej stronę wyraźnie zaniepokojeni. Nie chciała, aby widzieli, że się popłakała z tak głupiego powodu. Wytarła łzy, ale wiedziała, że zaczerwienionych oczu i zaróżowionych policzków nie da się ukryć.
- Hermiono, wszystko w porządku? - spytał Harry.
- Tak, jak najbardziej - spróbowała się uśmiechnąć, ale jakoś krzywo jej to wyszło.
- O kurczę - powiedział Ron, nie bardzo wiedząc jak się zachować, gdy zobaczył zapłakaną Hermionę. - Nie wiedziałem, że tak bardzo się tym przejęłaś. Sorry, Hermiono, w końcu to ja cię zepchnąłem z trzeciego miejsca... - zaczerwienił się lekko.
- Och, Ron, zupełnie nie o to chodzi - uśmiechnęła się do niego. - Widziałam jak walczyłeś, zdecydowanie zasłużyłeś na awans w rankingu. A ja... cóż, nie oszukujmy się. To nie jest mój dobry dzień.
- Daj spokój, na pewno na kolejnych zajęciach wyprzedzisz nawet mnie - pocieszył ją Harry, a Hermiona się uśmiechnęła. Jej przyjaciele byli niezastąpieni, ale ona wiedziała swoje. Poprawili jej humor, siedząc tu z nią i rozmawiając, ale nie uśpiło to motywacji do kształcenia się i poznania więcej zaklęć, by przy następnym pojedynku wybić się z powrotem na drugie miejsce.
Kiedy rozpadał się deszcz, trójka przyjaciół, chcąc nie chcąc musiała przenieść się z błoni do zamku. Po drodze obserwowali jak Ginny z drużyną niezłomnie trenuje w deszczu i na zimnie. Quidditch zdecydowanie nie był jej ulubionym zajęciem. Bała się latać, dlatego preferowała takie środki transportu jak teleportacja lub świstoklik. Na dodatek nie wyobrażała sobie grać o każdej porze i w każdą pogodę. Osobiście wolała siedzieć sobie w ciepłym pokoju przed kominkiem, niż taplać się w błocie i deszczu.
Kiedy weszli do Pokoju Wspólnego od razu rzuciła ich się w oczy spora grupka osób, która coś otaczała. Już po chwili mogli dostrzec, iż podczas ich nieobecności jakiś Ślizgon zdążył się pokłócić z Gryfonem i nastąpiła bójka. Jakiś były Puchon stał obok i namawiał do pogodzenia się, a była Krukonka prawiła reprymendę, recytując na pamięć punkty z regulaminu szkoły. Takie zdarzenia były na porządku dziennym, ponieważ niektórzy uczniowie nie potrafili się ze sobą dogadać, dlatego Harry, Ron i Hermiona usiedli od razu na wolnej kanapie. Ron wyciągnął z kieszeni paczki czekoladowych żab i rzucił je Harry'emu i Hermionie, którzy złapali je automatycznie.
- Skąd masz? - zdziwił się Harry.
- Poprosiłem George'a, aby wysłał mi parę słodkości ze sklepu - wybełkotał Ron, który zdążył już odgryźć głowę czekoladowej żabie.
- Wybieramy się gdzieś podczas tygodniowej przerwy, która niedługo będzie? - zagadnął Harry, pałaszując swoją żabę i patrząc na kartę czarodziejów.
- Jaka przerwa? - zdziwił się Ron.
- No nie, czy ty nie czytasz nawet ogłoszeń, Ron? - spytała Hermiona ze zrezygnowaniem. - Po uczczeniu Halloween w Isellnar mamy tygodniową przerwę, na której możemy się udać do domu. Ja bardzo chętnie odwiedzę rodziców.
- Super! Harry, jedziemy do mnie i wykorzystamy wolny czas, okej?
- Jasne, będę musiał się udać na Pokątną i dać do polerowania i czyszczenia błyskawicę, ponieważ skończył mi się zestaw do mioteł.
Rozmawiali w najlepsze, a Hermiona zdążyła już zapomnieć o swojej porażce. Kiedy Ron opowiadał właśnie jakąś zabawną historyjkę, obok nich stanęła Catherine, przerywając mu.
- Hermiono, mogę cię porwać na sekundkę?
- Oczywiście.
Ruszyły w stronę dormitorium Hermiony, ponieważ Catherine chciała pożyczyć od niej spinkę w perełki, którą kiedyś dostała od mamy. Dziewczyna podeszła do swojej etażerki i wyciągnęła ze skromnej biżuterii spineczkę.
- Po co ci ona? - zaciekawiła się.
- Umówiłam się z kimś, a moje włosy wyglądają tragicznie - wyjaśniła szybko Cath i wzięła spinkę od Hermiony. Podeszła do lusterka i podpięła sobie gęste loki. - O wiele lepiej, dziękuję - pocałowała ją w policzek.
- Nie ma za co - odparła Hermiona. - Z kim się wybierasz?
Uśmiech zniknął z twarzy Catherine, a przez jej twarz przeszedł ledwo zauważalny cień. Najwidoczniej nie wiedziała, co ma powiedzieć.
- Z nikim ważnym, nie wiem, czy to wypali, dlatego nie chcę nic mówić - uśmiechnęła się prawie szczerze. - No to do zobaczenia! - zawołała przy drzwiach i szybko zniknęła z pola widzenia.

Kiedy nadeszła pora obiadowa, udała się razem z Ginny na dół do jadalni, która wydawała się nazbyt jasna od promieni słonecznych, które pojawiły się po deszczu. Usiadły obok Harry'ego i Rona i nałożyły sobie na talerz pieczonych ziemniaków z kurczakiem. Tu i ówdzie latały sowy, które dostarczał pakunki dla uczniów. Hermiona wypiła soku dyniowego i wstała od stołu, aby udać się do biblioteki. Szła spokojnie korytarzem, kiedy nagle usłyszała czyjeś kroki i po chwili obok niej zmaterializował się Draco Malfoy, najwidoczniej wciąż bardzo z siebie zadowolony.
- Piękny dzień, prawda? - zagadnął ją, a w jego głosie usłyszała czyste rozbawienie.
- Zależy dla kogo - wzruszyła ramionami. i skręciła w kolejny korytarz. Na nieszczęście Malfoy się od niej nie odczepił, tylko ruszył za nią.
- Ja wciąż świętuję swoją wygraną, a ty, Granger? Jak świętujesz swoją... porażkę? - z lubością wypowiedział to słowo. Spojrzała na niego spode łba, mając ochotę rozszarpać go na strzępy.
- Ja również cieszę się z twojego szczęścia - mruknęła od niechcenia i wyszła na błonia. Trawa wciąż była mokra od deszczu.
- No nie wierzę! Ty znowu idziesz do biblioteki! - zawołał Malfoy niedowierzając.
- Owszem, a ty wcale nie musisz iść ze mną.
- Dlaczego nie szykujesz się na imprezę u trzecioklasistów? Myślę, że Thomas bardzo chętnie by się tobą zajął tego wieczoru. - zaproponował sugestywnie.
- Odwal się. - warknęła i przyśpieszyła kroku, aby szybciej dotrzeć do biblioteki.
- Ach, no tak, zapomniałem! - uśmiechnął się Mafoy. - Dzisiaj spadłaś w rankingu i nie załapujesz się na listę osób, które są zaproszone. Tak mi przykro.
- Jakoś tego nie widzę.
- Jeszcze nic straconego, Granger. - odparł znienacka, a Hermiona spojrzała na niego z zainteresowaniem.
- Co masz na myśli?
- Jeśli zależy ci by iść... no wiesz, ja nie mam jeszcze żadnej partnerki, a wiesz, że można kogoś ze sobą przyprowadzić - spojrzał na nią z góry, a ta popatrzyła na niego z politowaniem.
- I co z tego? - spytała od niechcenia.
- Zawsze mogłabyś się ze mną wybrać - zaproponował.
Roześmiała się szczerze, czym go zaskoczyła. Obrzuciła go rozbawionm spojrzeniem czekoladowych oczu, próbując się opanować.
- Cóż... - powstrzymała wybuch śmiechu i zgarnęła niechciane kosmyki włosów z twarzy. - Harry i Ron również znajdują się na tej liście, więc jeśli bym już chciała pójść, to mam z kim, nie martw się o mnie, Malfoy.
Otworzyła drzwi do biblioteki i zniknęła w jej wnętrzu. Draco nie wszedł do środka, nie mogąc uwierzyć w jej reakcję. Sam nie wiedział, co się z nim do cholery stało, że ją zaprosił, ale tym bardziej nie mógł przeżyć odmowy. Jemu nigdy nikt nie odmawiał... zawsze miał to, czego pragnął. A teraz pragnął Hermiony Granger. Merlinie, co się z nim działo? Zachowywał się jak rozkapryszone dziecko, które za wszelką cenę chce dostać upragnioną zabawkę. W tej sytuacji nie było inaczej, chociaż bardziej zastanawiało go to, czemu akurat zapragnął jej... tej szlamy, której nieznosił od dziecka. Otrząsnął się. Chyba zbyt mocno oberwał podczas walki z Potterem. Nie wszedł do biblioteki, nie wytrzymałby dłużej, gdyby siedziała niedaleko niego. Lubił obserwować jak marszczyła brwi, czytając coś ineresującego, jak z przyjemnością i zaangażowaniem odrabiała prace domowe i jak skrobała wypracowania swoim dbałym pismem. Wiedział, że wpadł. I chciał za wszelką cenę, aby pojawiła się na dzisiejszej imprezie. Zamierzał spędzić z nią więcej czasu.

Ginny latała po pokoju jak szalona, próbując się w coś ubrać, ale wszystko co nałożyła podobno na nią nie pasowało. Jak dla Hermiony jej przyjaciółka wyglądała we wszystkim dobrze.
- Czemu tak się przejmujesz tą imprezą? - oderwała wzrok od książki "Dzieje Isellnar".
- Po prostu chcę wyglądać ładnie - odpowiedziała jakby nigdy nic. Hermiona tylko wywróciła oczyma i wróciła do lektury. Owszem, rozumiała to, że przyjaciółka chce wypaść atrakcyjnie, ale ta nie była zadowolona nawet wtedy, gdy nałożyła sukienkę i wyglądała jak stos galeonów.
- Uważam, że ty również powinnaś iść, przecież Ron cię zaprosił. - mruknęła Ginny pod nosem, rozczesując swoje grube, rude włosy. Hermiona uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Żeby tylko on. Wciąż nie mogła wybić sobie z głowy prośby Malfoya. Za kogo on się uważał?
- Nie mam ochoty nigdzie iść... - powiedziała Hermiona. Ginny westchnęła i podeszła do niej, zabierając jej książkę.
- A ja nie chcę iść tam sama.
- Przecież idziesz z Harrym - zauważyła szatynka.
- Owszem, ale sama wiesz, że lepiej mieć przy sobie przyjaciółkę, gdyby coś się stało. Hermiono, nie daj się prosić! Pójdź razem z Ronem, nie zostawiaj go samego.
- No dobrze już, dobrze! - poddała się i niechętnie wstała z łóżka. Ginny z uśmiechem zwycięzcy zerwała się na równe nogi i bez problemu znalazła jakąś czarną sukienkę, którą wcześniej nakładała już dwa razy, a która rzekomo na nią nie pasowała.

Stała skrępowana obok Rona, który niczym dziecko z entuzjazmem poznawał wszystko i wszystkich dookoła. Zgodziła się pójść na tą imprezę, ale już tego żałowała. Miała włosy spięte w niesfornego koczka i nałożyła na siebie czerwoną, prostą sukienkę z odkrytymi ramionami. Nie była wyzywająco ubrana w porównaniu do innych dziewczyn, a mimo to ciągle miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Na początku rozmawiała z Ginny, ale po godzinie poszła z Harrym na parkiet, a następnie zniknęli jej z oczu. Została z Ronem, z którym przetańczyła parę piosenek, jednak chłopak zdecydowanie się do tego nie nadawał, ponieważ nie lubił tańczyć. Kiedy rozmawiał z jakimiś chłopakami o sklepie Weasleyów, poszła do barku, aby napić się soku.
- Witam uroczą panią - usłyszała czyjś niski głos po swojej lewej. Spojrzała w tamtą stronę, a serce zaczęło jej szybciej bić.
- Zabini? - spytała zaskoczona. Uśmiechnął się delikatnie.
- Słuchaj, Granger. Nie ukrywam, że wyprowadziłaś mnie z równowagi po ostatnim incydencie, ale uważam, że powinniśmy zakopać topór wojenny.
Wyciągnął ku niej rękę, a Hermiona patrzyła na niego podejrzliwie.
- Dlaczego miałabym wierzyć w twoje szczere intencje? - spytała, wciąż nie podając mu ręki.
- A z jakiego powodu niby miałbym wyciągnąć do ciebie przyjazną dłoń? - uśmiechnął się. Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, jednak powstrzymała się. Co jej szkodziło podać mu dłoń na zgodę, nawet jeśli nie miał szczerych zamiarów?
- To jak? Zgoda?
- Zgoda - potwierdziła i uścisnęła mu rękę.
- Chyba należy to uczcić - zaproponował. - Poczekaj, za chwilę przyniosę coś do picia.
Zostawił ją samą. Hermiona zupełnie nie wiedziała, co o tym myśleć, ale wiedziała jedno. Nie wypije niczego, co poda jej Zabini. Liczyła się ze słowami Moody'ego. Nigdy nie weźmie czegoś, co daje jej wróg. Jakoś nie potrafiła uwierzyć w jego dobre intencje.
- Już jestem - odparł, gdy tylko pojawił się obok niej. Miał w dłoni dwa drinki. Podał jej jeden, a sam zmoczył usta w drugim.
- Baw się dobrze - mrugnął do niej i odszedł do przyjaciół. Hermiona poczekała tylko, aż zniknie z jej pola widzenia i powąchała drinka. Nie wyczuwała niczego złego, jednak i tak nie miała zamiaru tego pić. Wylała do najbliższego dzbanka z kwiatami zawartość szklanki i nalała sobie do niej piwa kremowego. Miała już właśnie się napić, kiedy jakiś chłopak zaproponował jej taniec.
Doceniała jego szczere intencje, jednak po paru seriach nadepnięć na buta, zaczęła mieć dość. Dlatego wdzięczna była, kiedy nagle ktoś inny porwał ją do tańca. Do czasu.
- Czemu to Weasley z tobą nie tańczy? - spytał zadowolony Malfoy. Złapał ją w pasie i wrzyciągnął do siebie, przez co bardzo się spięła, a dreszcz przeszedł po jej ciele.
- Nie przepada za tym - odparła, próbując się od niego odsunąć, co niezbyt jej się udało.
- Granger, jesteś giętka w tańcu jak kłoda - zauważył Malfoy z uśmiechem, a ta popatrzyła na niego z wyrzutem.
- Nie potrafię się wyluzować, kiedy jesteś tak blisko - odparła, a Malfoy zagwizdał i jeszcze bardziej ją do siebie przycisnął.
- Nie miałem pojęcia, że tak na ciebie działam - szepnął jej do ucha. - Tak a propos, to ładnie ci w upiętych włosach.
- Jeśli mówisz szczerze, to dziękuję - powiedziała cicho, ponieważ nastała cisza. Na nieszczęście leciała jakaś wolna piosenka sprzyjająca powolnemu tańcu.
- Powinnaś częściej chodzić na te imprezy.
- A to czemu? - popatrzyła mu w oczy, nie mogąc się nadziwić jak pięknego koloru są. Nigdy wcześniej nie widziała u kogoś tak jasnoszarych oczu.
- Miałbym więcej okazji do oglądania cię w sukienkach. Szczególnie w czerwonych ci do twarzy. - popatrzył w jej oczy, przez co się skrępowała i zarumieniona odwróciła wzrok.
- Ile wypiłeś, że tak gadasz? - próbowała zażartować, kiedy wciąż obejmował ją w tańcu.
- Nie martw się, doskonale wiem, co mówię.
Kiedy piosenka się skończyła, Hermiona chciała jak najszybciej odejść, jednak nie pozwolił jej.
- Jeszcze jedną piosenkę, Granger.
- Podobno tańczę jak kłoda - próbowała się wymigać. Uśmiechnął się tak czarująco, że wiedziała, iż nie potrafi mu odmówić.
- Nieprawda, było świetnie.
- Lecą same wolne piosenki - mruknęła niechętnie.
- Zupełnie mi to nie przeszkadza. - przyciągnął ją do siebie ponownie.
Po chwili Hermiona zupełnie zapomniała, że tańczy z Malfoyem. Nastrój i wspaniale tańczący mężczyzna obok sprawiły, iż oparła głowę na jego ramieniu, przytulając się delikatnie. Nie mogła dostrzec jak Malfoy delikatnie się uśmiecha pod nosem. Nic się teraz nie liczyło.
Kiedy piosenka się skończyła, czuła się jak zbudzona z przyjemnego snu. Nagle zdała sobie sprawę, że wciąż jest przytulona do ramienia Malfoya, więc szybko się odsunęła.
- To ja idę - odchrząsknęła, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Malfoy wziął jej rękę i ucałował lekko.
- Dzięki za taniec, Granger. - mrugnął do niej z zawadiackim uśmiechem i odszedł.
Hermiona ledwo otrząsnęła się po tym geście. Musiała przyznać, że udało mu się zgrywanie romantyka. Podeszła do stolika, gdzie zostawiła swoje piwo kremowe, które stało nietknięte. Powoli osuszyła szklankę do końca i odstawiła na stolik.
Podeszła do Rona i usiadła obok niego. Trochę kręciło jej się w głowie, ale nie zwacała na to większej uwagi. Z czasem jednak ból był nie do zniesienia. Złapała się za głowę i zamknęła oczy. Wypiła dwie szklanki piwa kremowego, ale nigdy przedtem tak się nie czuła. Próbowała włączyć się do rozmowy, jednak tłum głosów zlewał się w jedno. Wstała i lekko się zatoczyła, jednak nikt nie zauważył, albo uznał to za normalne na imprezie. Dostrzegła Ginny, całą spoconą po tańczeniu z Harrym.
- Hermiono, co za cudowna zabawa! Tańczyłaś trochę? Jakoś po tobie nie widać... Dobrze się czujesz? - zaniepokoiła się rudowłosa, a Hermiona tylko pokręciła przecząco głową.
- Hermiono... ty się upiłaś - parsknęła śmiechem Ginny, ale szybko spoważniała.
- Powiedz Ronowi, że wracam do dormitorium.
- Zaprowadzę cię. - odparła Ginny, ale szatynka jej przerwała.
- Nie trzeba, przecież sama trafię.
- Na pewno?
- Tak, baw się dobrze - zapewniła ją Hermiona, czując się tak, jakby podłoga i ściany wciąż się kręciły. Wyszła z pokoju trzecioklasistów i powoli zaczęła schodzić po schodach na niższe piętra. Jacyś uczniowie patrzyli na nią krzywo, mrucząc coś o przesadzeniu z alkoholem. Nie wydawało jej się, aby alkohol miał coś wspólnego z jej stanem. Nie było jej niedobrze. Kręciło jej się w głowie i co jakiś czas świat rozmazywał jej się przed oczyma i miała ciemno przed oczami.
Wpadła do Pokoju Wspólnego pierwszoklasistów i powolnym krokiem zmierzała w stronę schodów prowadzących do dormitorium.
- Hermiona? - usłyszała pełen niedowierzania głos Teodora i zaklęła w myślach. Dlaczego akurat on musiał zwrócić na nią uwagę? Nie chciała, aby widział ją w takim stanie. - Co ci się stało?
- Nic takiego.
- Nie jestem głupi, chodź, idziemy do mnie do dormitorium. - podszedł do niej i przytrzymał, aby nie upadła. Hermiona zaczerwieniła się ze wstydu. Już dawno nie czuła się tak bardzo zażenowana swoją osobą. Co się z nią działo?!
Poczuła jak Teodor pomaga jej usiąść na łóżku, kiedy ponownie straciła zdolność widzenia.
- Czy ty się upiłaś?
- Nie wiem... wypiłam tylko dwa piwa kremowe.
- W nich nie ma prawie w ogóle alkoholu. Co jeszcze piłaś? - kucnął naprzeciw niej. Siedziała na łóżku, zakrywając twarz dłońmi.
- Sok dyniowy - odpowiedziała szczerze. - Zabini chciał mi dać jakiegoś drinka, bo się pogodziliśmy, ale nie wypiłam tego. Wylałam do jakiegoś kwiatka.
- Zabini się z tobą pogodził? - zdumiał się chłopak, a ona mruknęła potakująco. - Jakoś nie mogę w to uwierzyć. Poczekaj, mam jeszcze zapas eliksiru oczyszczającego organizm z trucizn.
- Trucizn?! - Hermiona popatrzyła na niego przerażona. Przecież ona nic nie wypiła takiego, czego inni by nie pili. Dlaczego więc tylko z nią stało się coś takiego?
- Nie wiem, czegoś trzeba spróbować - wzruszył ramionami Teodor, podszedł do półki i po chwili wyjął jakąś małą buteleczkę. - Masz wypij.
Hermiona popatrzyła na niego z wdzięcznością. Odkorkowała i wypiła eliksir. Nie poczuła zbytnio różnicy, ale podniosła się na nogi po paru minutach, aby trochę pochodzić. Niestety od razu straciła równowage, jednak została złapana w ostatniej chwili przez Notta.
- Przepraszam... tak mi wstyd. - wyszeptała.
- To nie twoja wina, sama nie wiesz, co się stało.
Spojrzała mu w oczy. Był dla niej taki kochany, martwił się o nią i był w trudnych sytuacjach. Dogadywali się ze sobą, mieli mnóstwo wspólnych tematów i nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie. Nie potrafiła wyrazić słowami, jak bardzo była mu wdzięczna za to, że przy niej był.
Odgarnęła mu parę włosów z czoła i delikatnie założyła ręce za szyję.
Nie wiedziała, kiedy to się stało i skąd znalazła w sobie odwagę, aby to uczynić, ale po chwili przysunęła się do niego i ostrożnie pocałowała. Nott nawet jesli był zaskoczony, to nie dał tego po sobie poznać. Przytulił ją do siebie i z wzajemnością oddawał pocałunki.
- Teraz już jestem przekonany, że nie myślisz normalnie i coś jest z tobą nie tak - powiedział cicho, odsuwając ją od siebie.
- Teodorze... - szepnęła. - Chciałam tego i nie będę żałować.
Uśmiechnął się lekko, ale w jego oczach czaił się smutek. Wiedziała, iż jej nie wierzył, ale ona naprawdę tego chciała. Teodor był jedynym mężczyzną, któremu nie bała się zaufać.